Szukaj

moje tak zwane życie

czasem poważnie, czasem z humorem…

dress-up… make-up… fuck-up…

DSC_1129_DM.jpg

Jakieś dziesięć lat temu, gdy Ptyś był malutki, pojechaliśmy kupić mu butki. On, ja i wózek. Autobusem – lub jak w tamtych czasach mawiał Ptyś „bambunem”. Butki kupowaliśmy w małym sklepiku w centrum. Butki skórzane, polskiego producenta, kupowaliśmy hurtowo – jeden rodzaj bucika, trzy rozmiary na zapas. I właśnie podczas jednej takiej wyprawy, pan sprzedawca w sklepie przyniósł buciki do przymiarki i powiedział do Ptysia: siostra Ci przymierzy… I wtedy właśnie po raz pierwszy dotarło do mnie, że powinnam zmienić coś w swoim wyglądzie, bo niby fajnie, że młodo wyglądam, ale jednak chciałabym, aby ludzie widzieli we mnie osobę dorosłą, a nie siostrę własnego syna…

Continue reading „dress-up… make-up… fuck-up…”

Reklamy

Moje wielkie greckie wakacje – Samos

DSC_1562_DM.jpg

To był trudny rok. Dużo pracy było, dużo wyrzeczeń, mało czasu, mało odpoczynku. Zasłużyliśmy na wakacje. I z radością i zniecierpliwieniem czekaliśmy na kolejną grecką wyspę. Malutką, klimatyczną, „unspoilt” jeszcze… Samos… Continue reading „Moje wielkie greckie wakacje – Samos”

Wszy psychosomatyczne

DMU_1172

Temat niewdzięczny, ale jak się okazuje sytuacja może przytrafić się każdemu. No więc, jakieś niespełna dwa miesiące temu Ptyś przyniósł z dworu wszy. I przyniósł je nie w akwarium, pudełku po zapałkach czy słoiku, ale idiotycznie i całkowicie bezmyślnie przyniósł je na głowie. Karmił je, pielęgnował, pozwalał się rozmnażać bez zgody czy choćby wiedzy rodziców. I Bóg jeden raczy wiedzieć, kiedy szydło wyszłoby z worka, gdyby nie przypadek – swoją drogą równie przerażający, jak te wszy.

Continue reading „Wszy psychosomatyczne”

Warszawa – podejście drugie

DSC_1061_DM

Jako dziecko jeździłam do Warszawy z rodziną. Właściwie nie do samej Warszawy, a do Piaseczna, i nie do końca wiem, czy określenie „jeździłam” jest poprawne – może okazać się, że byłam raz, a pamiętam inaczej. Generalnie, dziecięcym wspomnieniom ufać nie należy i to, co pamiętam, równie dobrze może okazać się tylko opowieściami innych. Ale załóżmy, że coś tam pamiętam i jakieś wspomnienia z samej Warszawy mam. Dwa dla dokładności. Continue reading „Warszawa – podejście drugie”

Gofry

 

DSC_0829_DM

Składniki:

  • 300g mąki pszennej
  • 50g ksylitolu
  • 500ml mleka
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 80ml oleju
  • szczypta soli
  • 2 jajka

Continue reading „Gofry”

Bananowe brownie

DSC_0068

Składniki:

  • 150g mąki pełnoziarnistej
  • 50g kakao
  • 20g cukru kokosowego (lub brązowego)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 3 dojrzałe banany
  • 60g masła
  • 60ml oleju
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 60g orzechów włoskich
  • 50g chocolate chips

Continue reading „Bananowe brownie”

I would never have thought…

alice1

Recently I have read this book about a thirty something woman who, having fallen down at the gym, lost the memory of the last ten years of her life. How surprised was she seeing what became of her life… And it made me think – what aspects of my life would I be surprised with? Continue reading „I would never have thought…”

Pogięło Cię? To się wyparuj…

DSC_9560

Różne rzeczy robię. Każdego dnia. W domu i poza nim. Niektóre – bo chcę, inne – bo muszę. Czasem je lubię, a czasem nie. Ale są dwie rzeczy, których robienia nienawidzę szczerze i z całego serca. Pierwsza z nich to mycie okien. Nie ma słów, które opisałyby jak bardzo tego nie znoszę. Unikam jak ognia. Firanki mam w oknach, żeby nie było widać, że są brudne. Myję najrzadziej, jak się da – na Święta, bo wypada i może czasem pomiędzy, jak już przez nie nic nie widać. Jeśli ktoś kiedyś wymyśli okna samomyjące się, kupię natychmiast. I od samego myślenia o myciu okien zrobiło mi się niedobrze…

Druga rzecz to prasowanie. Continue reading „Pogięło Cię? To się wyparuj…”

Upośledzona geograficznie

DSC_9583

Geografia to moja pięta Achillesa. Mapy czytać nie umiem, zgubię się prawie wszędzie, prawo i lewo identyfikuję najpierw patrząc na ręce… Po angielsku moja ułomność tak ładnie się nazywa i często mówię, że jestem „geographically challenged”. Po polsku „upośledzenie geograficzne” brzmi już mniej ładnie, ale bez względu na nazwę ja to mam i miałam odkąd pamiętam, czyli odkąd zauważyłam, że w tym względzie coś jest ze mną nie tak, będąc w klasie czwartej. Continue reading „Upośledzona geograficznie”

Blog na WordPress.com.

Up ↑