Szukaj

moje tak zwane życie

czasem poważnie, czasem z humorem…

Każdy kij ma dwa końce… a proca trzy…

56721467_275662316646011_2924039169913126912_n

Nauczyciele źle zarabiają, bo źle pracują. A źle pracują, bo źle zarabiają. W takim błędnym kole tkwimy rzucając obelgami to w jedną, to w drugą stronę od początku strajku. Nie lubię nauczycieli – tak generalizować będę, bo potrzebuję „make a statement”, ale oczywiście wiem, że nie wszystkich nauczycieli możemy wrzucić do jednego worka. Nie lubię nauczycieli nie odkąd jestem mamą dziecka w wieku szkolnym. Nie lubię nauczycieli odkąd zaraz po studiach jako nauczyciel zdarzyło mi się pracować. Continue reading „Każdy kij ma dwa końce… a proca trzy…”

Reklamy

10 lat minęło…

DSC_9185_cr.jpg

Grudzień 2008…

Dwa lata wcześniej z sieciówki, w której wtedy pracowałam odeszła pani metodyk, która mnie zatrudniała. Rzuciła papierami, bo miała dość. Nie dało mi to wtedy do myślenia…

Niespełna pół roku po jej odejściu nowa pani metodyk po lekcji hospitacyjnej z maturzystami tuż przed maturą powiedziała mi, że za bardzo się staram na zajęciach. Bo to tylko maturzyści i powinnam robić czytanki, słuchanki, czytanki, słuchanki i tak w kółko. A ja głupia gramatykę im tłumaczyłam – strona bierna to była – i gry przygotowałam, żeby im łatwiej do głów wchodziło. W siódmym miesiącu ciąży byłam, więc „pregnancy brain” mnie zamroczył i zaniemówiłam. Gdyby nie stan błogosławiony pewnie bym ją zbluzgała…

Continue reading „10 lat minęło…”

Odrywany chlebek czosnkowy

DSC_2554

Składniki:

  • 25g drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 350g mąki (u mnie najczęściej orkiszowa, można mieszać różne)
  • 200ml wody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 4 ząbki czosnku
  • 3 łyżki oliwy lub oleju roślinnego
  • pietruszka – suszona lub świeża

Continue reading „Odrywany chlebek czosnkowy”

Overwhelmed…

DSC_2922_cr.jpg

Są takie dni, że dzieje się za dużo, za szybko w zbyt krótkim czasie. Są takie dni, kiedy „to-do list” nie mieści się w ramach czasowych jednej doby. Są takie dni, kiedy nie wiadomo, w co konkretnie ręce włożyć, żeby ogarnąć wszystko nawet nie idealnie, ale chociaż w sposób wystarczający. Są takie dni, które kończą się mniejszymi lub większymi atakami paniki…

Continue reading „Overwhelmed…”

Sekret…

DSC_2903

Zostanę wezwana do szkoły Ptysia, bo Ptyś miał czelność sprzeciwić się nauczycielce. Nie wiem na ile była to obietnica, a na ile pusta groźba Pani od plastyki, ale na wszelki wypadek postanowiłam od razu do Pani dyrektor zadzwonić i poinformować, że z radością przyjdę. Pani dyrektor ma jednak nadzieję, że nie będzie to konieczne. Zupełnie nie rozumiem czemu… Continue reading „Sekret…”

Przestymulowana…

DSC_2654_cr.jpg

Nigdy w życiu nie siedziałam nad nauką po nocach, tak jak moje koleżanki za czasów liceum czy studiów. Noc jest po to, aby spać – przynajmniej do momentu, gdy pojawiają się dzieci. Nauka, obowiązki domowe, praca – wszystko to po prostu kwestia dobrej organizacji i nie trzeba zarywać nocy, aby wszystko ogarnąć. Czasem potrzeba mi jednak było jakiegoś kopa, dobrej stymulacji w postaci cukierków kopiko (do 25 roku życia kawy nie pijałam) lub czekolady. Aż do momentu, gdy na studiach odkryłam Plusssz… Continue reading „Przestymulowana…”

O choroba…

dmu_4356

Choroba dopada czasem każdego. Szczególnie, gdy ma się dzieci (konieczna liczba mnoga, aby się to choróbsko pięknie rozprzestrzeniało), i do tego w wieku przedszkolno-szkolnym (aby wspomniane dzieci miały to choróbsko skąd przynosić). Spełniwszy te warunki można śmiało założyć, że nawet nie czasem, a często choroba dopada. Bo wystarczy, że skończy się pierwszy rzut – przy czteroosobowej rodzinie (lub więcej oczywiście) może to trwać ponad miesiąc, a kolejny już stoi za progiem i kicha. Continue reading „O choroba…”

Domowy ajerkoniak

DMU_5546

Składniki:

  • 5 żółtek
  • 150g cukru pudru
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (opcjonalnie)
  • 250-300ml mleka skondensowanego niesłodzonego
  • 150ml spirytusu
  • 100-150ml wódki

Continue reading „Domowy ajerkoniak”

Bunt czterolatka

Gdy Ptyś miał cztery lata, świat nie ucierpiał na tym zbyt mocno. Nie było rzucania się na podłogę i walenia pięściami po ścianach. Nie było kładzenia się na chodniku i płaczu. Nie było wycia w sklepie, bo mama nie kupi autka. Gdy Ptyś miał cztery lata, generalnie nie było w tym nic nadzwyczajnego. Można było z nim do ludzi wyjść, bo jakiś respekt odczuwał i nie wariował, gdy ktoś mu nie chciał swojej zabawki dać. Można było iść na zakupy, bo nigdy przenigdy o nic nie prosił (oj, nie myślcie, że nadal jest tak fajnie – to przyszło później, w okolicach 9-ego roku życia…). Można było wyjść z domu, bo był w stanie bez protestów ubrać buty, te konkretne, naszykowane, a nie sandały w zimie… To były czasy… Continue reading „Bunt czterolatka”

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑