Szukaj

moje tak zwane życie

czasem poważnie, czasem z humorem…

Tag

dziecko

Bunt czterolatka

Gdy Ptyś miał cztery lata, świat nie ucierpiał na tym zbyt mocno. Nie było rzucania się na podłogę i walenia pięściami po ścianach. Nie było kładzenia się na chodniku i płaczu. Nie było wycia w sklepie, bo mama nie kupi autka. Gdy Ptyś miał cztery lata, generalnie nie było w tym nic nadzwyczajnego. Można było z nim do ludzi wyjść, bo jakiś respekt odczuwał i nie wariował, gdy ktoś mu nie chciał swojej zabawki dać. Można było iść na zakupy, bo nigdy przenigdy o nic nie prosił (oj, nie myślcie, że nadal jest tak fajnie – to przyszło później, w okolicach 9-ego roku życia…). Można było wyjść z domu, bo był w stanie bez protestów ubrać buty, te konkretne, naszykowane, a nie sandały w zimie… To były czasy… Continue reading „Bunt czterolatka”

Reklamy

Voldemort is coming…

DMU_5227

Złe idzie… Nie wiem dokładnie co ani kiedy, ale idzie na pewno. I to nie takie zwykłe zło, że będzie padać, bo okna umyłam… W tym roku myłam już dwa razy i wystarczy. Idzie coś silniejszego, mówię Wam… Continue reading „Voldemort is coming…”

Bunt dwulatka

U Ptysia bunt dwulatka rozpoczął się bardzo wcześnie. Miał rok i kilka miesięcy, gdy się zaczęło. Wcześnie? Okazuje się, że jednak nie wcześnie. To tylko terminologia myląca jest.  Continue reading „Bunt dwulatka”

Mamusinowe syneczki

Moje dzieci są ode mnie uzależnione. Prawie tak silnie, jak ja od Londynu… Z przywiązaniem pierwszego przyznaję bez bicia wiele miałam wspólnego, żeby nie powiedzieć, że to tylko i wyłącznie moja wina. Czemu drugi poza mamą świata nie widzi, pojęcia nie mam. Continue reading „Mamusinowe syneczki”

Samo zło, czyli do piachu z tym piachem

Marzec 2015. Zima była wyjątkowo długa w tym roku. No dobrze, nie była szczególne mroźna i pewnie nie dłuższa niż zwykle, ale jak się siedzi z maleństwem w domu, bo wyjście na dwór zimą z małym dzieckiem to nie lada przedsięwzięcie, to i zima się ciągnie w nieskończoność. Continue reading „Samo zło, czyli do piachu z tym piachem”

Saddlebaby

Internet bardzo mnie lubi. I najwyraźniej całkiem dobrze mnie zna. Bo ciągle pokazuje mi fajne rzeczy, które na pewno by nam się przydały, bo albo ładnie by w kuchni lub dziecięcym pokoju wyglądały, albo na sto procent ułatwiłyby nam życie. Oczywiście czasem rzeczywistość okazuje się inna, ale tym razem… Continue reading „Saddlebaby”

Język dziecka, czyli na litość boską co on mówi?

Świeżutcy rodzice zawsze martwią się, czy będą w stanie rozpoznać potrzeby swego nowonarodzonego dziecka. Bo przecież nawet noworodek na swój sposób komunikuje się z otaczającym go światem. Zanim nastanie etap gugu gaga, nieskończenie długo, z punktu widzenia rodzica, trwa okres komunikacji przez płacz.
Continue reading „Język dziecka, czyli na litość boską co on mówi?”

Strach

Boję się pająków. Boję się wszelkich robaków. Boję się patrzeć w dół z dużej wysokości. Boję się stawać za blisko barierki na moście. Boję się nocy, gdy zostaję sama z dziećmi. Boję się każdej wizyty u dentysty. Boję się bólu.
Continue reading „Strach”

Blog na WordPress.com.

Up ↑