Szukaj

moje tak zwane życie

czasem poważnie, czasem z humorem…

Kategoria

Me, myself and I

Bunt czterolatka

Gdy Ptyś miał cztery lata, świat nie ucierpiał na tym zbyt mocno. Nie było rzucania się na podłogę i walenia pięściami po ścianach. Nie było kładzenia się na chodniku i płaczu. Nie było wycia w sklepie, bo mama nie kupi autka. Gdy Ptyś miał cztery lata, generalnie nie było w tym nic nadzwyczajnego. Można było z nim do ludzi wyjść, bo jakiś respekt odczuwał i nie wariował, gdy ktoś mu nie chciał swojej zabawki dać. Można było iść na zakupy, bo nigdy przenigdy o nic nie prosił (oj, nie myślcie, że nadal jest tak fajnie – to przyszło później, w okolicach 9-ego roku życia…). Można było wyjść z domu, bo był w stanie bez protestów ubrać buty, te konkretne, naszykowane, a nie sandały w zimie… To były czasy… Continue reading „Bunt czterolatka”

Reklamy

Voldemort is coming…

DMU_5227

Złe idzie… Nie wiem dokładnie co ani kiedy, ale idzie na pewno. I to nie takie zwykłe zło, że będzie padać, bo okna umyłam… W tym roku myłam już dwa razy i wystarczy. Idzie coś silniejszego, mówię Wam… Continue reading „Voldemort is coming…”

Mama idzie na studia

DSC_2104.JPG

Na głowę upadłaś…? Rodzinę tak chcesz zaniedbywać…? Jak oni sobie poradzą…? Po co ci to…? Do czego ci to potrzebne…? Studia w twoim wieku…?  Czasu masz za dużo…? A co z pracą/dziećmi/mężem…? Przecież masz już studia, po co ci następne…? Tyle pieniędzy…

Tego typu komentarzy spodziewam się, gdy w końcu zmuszona będę (dobrowolnie tego nie zamierzam robić) poinformować wszystkich wszem i wobec, iż zaczynam studia podyplomowe. Continue reading „Mama idzie na studia”

dress-up… make-up… fuck-up…

DSC_1129_DM.jpg

Jakieś dziesięć lat temu, gdy Ptyś był malutki, pojechaliśmy kupić mu butki. On, ja i wózek. Autobusem – lub jak w tamtych czasach mawiał Ptyś „bambunem”. Butki kupowaliśmy w małym sklepiku w centrum. Butki skórzane, polskiego producenta, kupowaliśmy hurtowo – jeden rodzaj bucika, trzy rozmiary na zapas. I właśnie podczas jednej takiej wyprawy, pan sprzedawca w sklepie przyniósł buciki do przymiarki i powiedział do Ptysia: siostra Ci przymierzy… I wtedy właśnie po raz pierwszy dotarło do mnie, że powinnam zmienić coś w swoim wyglądzie, bo niby fajnie, że młodo wyglądam, ale jednak chciałabym, aby ludzie widzieli we mnie osobę dorosłą, a nie siostrę własnego syna…

Continue reading „dress-up… make-up… fuck-up…”

Wszy psychosomatyczne

DMU_1172

Temat niewdzięczny, ale jak się okazuje sytuacja może przytrafić się każdemu. No więc, jakieś niespełna dwa miesiące temu Ptyś przyniósł z dworu wszy. I przyniósł je nie w akwarium, pudełku po zapałkach czy słoiku, ale idiotycznie i całkowicie bezmyślnie przyniósł je na głowie. Karmił je, pielęgnował, pozwalał się rozmnażać bez zgody czy choćby wiedzy rodziców. I Bóg jeden raczy wiedzieć, kiedy szydło wyszłoby z worka, gdyby nie przypadek – swoją drogą równie przerażający, jak te wszy.

Continue reading „Wszy psychosomatyczne”

Upośledzona geograficznie

DSC_9583

Geografia to moja pięta Achillesa. Mapy czytać nie umiem, zgubię się prawie wszędzie, prawo i lewo identyfikuję najpierw patrząc na ręce… Po angielsku moja ułomność tak ładnie się nazywa i często mówię, że jestem „geographically challenged”. Po polsku „upośledzenie geograficzne” brzmi już mniej ładnie, ale bez względu na nazwę ja to mam i miałam odkąd pamiętam, czyli odkąd zauważyłam, że w tym względzie coś jest ze mną nie tak, będąc w klasie czwartej. Continue reading „Upośledzona geograficznie”

Ale co? Alergia???

28052895008_ceb6d43d4f_o

Mój własny mąż zaraził mnie alergią! Nie, nie, ja wiem, co mówią naukowcy – że alergia nie jest zaraźliwa, bla, bla, bla… Ale ja to naprawdę wszystko przemyślałam i innej opcji nie ma – zaraził mnie i już.

Nigdy w życiu alergii nie miałam. Wprawdzie jako dziecko przez pewien okres nie mogłam wychodzić na słońce, nawet to za chmurami, bez półcentymetrowej warstwy okropnego niewchłaniającego się tłustego kremu z filtrem tysiąc pięćset – hiperbola to oczywiście, takiego filtra nie ma i nie było, ale rozumiecie co mam na myśli. I były takie momenty w roku, latem dokładnie, kiedy to pożerałam pomidory z ogródka nie na sztuki a na kilogramy, co kończyło się wysypką… Continue reading „Ale co? Alergia???”

Gdy dzieci nie ma w domu…

DSC_5859

Nadchodzi taki moment w życiu każdego rodzica, że decyduje się pozwolić dziecku/dzieciom przenocować poza domem. Zakładam, że w przypadku rodziców mniej… hmm, jakby to delikatnie określić nie posądzając samej siebie o jakieś problemy natury psychicznej… powiedzmy, że mniej zakręconych, moment ten przychodzi raczej wcześniej niż później. Ale że ja generalnie wyjątkowa jestem do takiej decyzji musiałam mentalnie dorosnąć. Continue reading „Gdy dzieci nie ma w domu…”

Na sportowo

DSC_2725

Nature versus nurture… Natura a wychowanie… Co dziedziczymy a co nabywamy? Kwestię tę poruszaliśmy wielokrotnie w czasie studiów nie dochodząc do konkretnych wniosków. Niektóre cechy są dziedziczne, podczas gdy inne nabyte i za nic nie da się przewidzieć, co nasze dzieci od nas odziedziczą, a czego nie. Ok, można trochę przewidzieć – z reguły te mniej pozytywne rzeczy, jak pyskowanie, złośliwość czy kłótliwość dzieci odziedziczą czy tego chcemy czy nie. Karma taka… Continue reading „Na sportowo”

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑