Szukaj

moje tak zwane życie

czasem poważnie, czasem z humorem…

Kategoria

Me, myself and I

Wiatr w oczy…

DSC_6409

Rezygnacja z drzemki Maleńtasa to była jedna z trudniejszych rzeczy, jakim musieliśmy stawić czoło. Musieliśmy dobrowolnie zrezygnować z minimum 90 minut ciszy i spokoju, kawy wypitej, gdy jeszcze ciepła, czytania książek. Maleńtasowi też zapewne nie było łatwo… Ale skoro już zapisaliśmy go do przedszkola, gdzie przecież będzie się uczył trzymać kredki i śpiewać piosenki o kotkach, to należało pogodzić się z faktem, że z drzemek musimy zrezygnować. I to najlepiej zanim pójdzie do przedszkola, żeby problemów opiekunkom nie robił. Bo zmęczone dziecko, to marudne dziecko… Wakacje wydały się najlepszym momentem na szkołę przetrwania, bo przecież co dwóch rodziców z wykończonym maleństwem, to nie jeden…

Continue reading „Wiatr w oczy…”

Reklamy

Drzemka rzecz święta

_DSC0895

Wyobraź sobie nieprzespaną noc, a potem cały dzień z małym dzieckiem… Jeśli masz pecha, jak ja, to Twój malec o 5-tej rano jest pełen życia i energii. Skąd ją czerpie po niezbyt ciekawej nocy jest zagadką. Tobie brakuje zarówno energii, jak i ochoty na jakąkolwiek zabawę. No a przecież oprócz zabawy masz jeszcze na głowie dom – bo obiad trzeba ugotować, pranie powiesić, zmywarkę opróżnić… I wtedy właśnie, początkowo regularnie co kilka godzin, z czasem coraz rzadziej (aż w końcu całkiem zniknie) z pomocą przychodzi Ci drzemka. Continue reading „Drzemka rzecz święta”

Idziemy do przedszkola

Stało się. Zapisaliśmy Maleńtasa do przedszkola. Mamy jeszcze kilka miesięcy, aby zarówno jego, jak i siebie do tego przygotować. Ale… kto mnie zna wie, że z natury optymizmem nie bucham. Realizm, czasem skrajny, jest mi bardziej po drodze. W kwestii Maleńtasa w przedszkolu idę jednak o krok dalej – ja tego po prostu nie widzę… Continue reading „Idziemy do przedszkola”

Happy Mother’s Day

Jako mała dziewczynka postanowiłam kiedyś na Dzień Matki podarować mamie coś. Nie laurkę czy obrazek. Coś. Jakiś prezent. Coś namacalnego i materialnego. 10 lat miałam wtedy, może ciut więcej, może ciut mniej. Jakieś kieszonkowe miałam i zdecydowałam wydać je na prezent dla mamy. To było pi razy oko 25 lat temu, a więc kieszonkowe w porównaniu z tym, co dzieci dostają teraz było delikatnie mówiąc marne. Asortyment sklepowy również był ograniczony. Inne czasy to były zupełnie…

Continue reading „Happy Mother’s Day”

A ja rosnę i rosnę…

DSC_2629c

Maleńtas wkrótce skończy trzy latka. Trzy latka… Niecały metr i 15 kilo szczęścia… Mówi pełnymi zdaniami. Z czasem przeszłym, przeciwnie do brata, gdy był mały, nie ma problemu. „R” wypowiada fantastycznie od kilku miesięcy. Potrafi powtórzyć każde słowo. Przez okno widzi już samoloty i pożarną (straż w domyśle), a nie „gobala” i „ijo ijo”. Sam chodzi na nocnik. Po ciemku, bo do światła nie sięga, ale trafia do nocnika bezbłędnie. Sam próbuje, często mało skutecznie, opróżnić po sobie nocnik, co skutkuje podłogą mokrą od siuśków. Ale liczy się myśl… Wie, skąd się bierze kinderki i misię tesię (skrót myślowy – o Misia Lubisia chodzi, ale jadł oglądając książeczkę o Noddym, a tam Misia Tesia była). Wie, że po Miffy idziemy umyć ząbki i na drzemkę. Idąc na dwór zawsze pamięta o czapeczce. Będąc w domu, jak mu się coś wkręci, też o czapeczce zapomnieć nie może i chodzi dnie całe w szydełkowym bereciku z Kubusiem Puchatkiem… Continue reading „A ja rosnę i rosnę…”

Dla dobra ucznia?

DSC_9350

Nowa ustawa o nauczaniu, nowy system edukacji, likwidacja gimnazjów, wszystkie za i przeciw, nowe siatki szkół, nowa rejonizacja… Każdy ma swoje zdanie, a jeśli nawet go nie ma, to powtarza zdanie innych, bo coś powiedzieć trzeba. I w tym wszystkim nie słychać już głosu ucznia, którego to wszystko najbardziej dotyka. Bo umówmy się – nie nauczyciel jest tu najważniejszy, ale właśnie uczeń. I o tym okazuje się zapomnieli nie tylko nauczyciele, ale i rodzice… Continue reading „Dla dobra ucznia?”

Bo z dwoma łatwo nie jest…

AGA_6198 kopia

Jedno dziecko to chaos – czasem nawet, jeśli się uda, kontrolowany. Bunt dwulatka, trzylatka, czterolatka… i tak aż się ustatkuje, wyprowadzi i zacznie żyć na własny rachunek. Dwoje dzieci to armagedon, kataklizm, koniec cywilizacji. Chaos, przy dwójce dzieci, okazuje się czymś, co naprawdę można było znieść, za czym czasem nawet tęsknimy. Bo dwa łobuzy to podwójna dawka złości, wrogości, histerii, agresji, krzyków i idiotycznych pomysłów. Niby siły rozłożone sprawiedliwie – dwoje rodziców na dwójkę dzieci – ale będąc po tej rodzicielskiej stronie jakoś odczuwamy to zupełnie inaczej… Continue reading „Bo z dwoma łatwo nie jest…”

czego żadna reforma w szkole nie naprawi…

Jako dorośli wiemy, że oceny o niczym nie świadczą i nie mają żadnego znaczenia. Wiemy, że są tylko cyferkami w większości sytuacji wystawianymi przypadkowo. Wiemy, że oceny szkolne z autentyczną wiedzą niewiele mają wspólnego. Wiemy, iż świadczą nie o wiedzy, a o szczęściu lub pechu. Jako dorośli wiemy, że oceny szkolne nie mają nic wspólnego z tym, jakimi ludźmi będziemy i co w życiu osiągniemy. Wiemy to wszystko i lekko protekcjonalnie patrzymy na te szkolne wyścigi, zdając sobie przecież sprawę z tego, że szkoła życia nie uczy i o życiu dorosłym nie decyduje. Continue reading „czego żadna reforma w szkole nie naprawi…”

przecież każdy ma marzenia…

Jako mała dziewczynka marzyłam o lalce Barbie. Miałam Fleur i Steffi, ale to przecież nie były Barbie… A w latach 80-tych, lalka Barbie to niestety nie była nasza półka cenowa… Z czasem lalek w domu przybywało i choć głowy sobie uciąć nie dam, to wydaje mi się, że w którymś momencie i Barbie mogła się pojawić.Ale lata były już 90-te, Barbie na niższych półkach leżała i dostępna była dla przeciętnego człowieka. Continue reading „przecież każdy ma marzenia…”

Blog na WordPress.com.

Up ↑