Szukaj

moje tak zwane życie

czasem poważnie, czasem z humorem…

Autor

mojetakzwanezycie

matka dwojga dzieci... kucharka z zamiłowania... praczka i sprzątaczka z musu... anglistka z wykształcenia... mol książkowy... fanka amerykańskich seriali... żona... realistka (czytaj pesymistka)... panikara... kobieta... zdecydowanie nie pani swojego czasu... ja...

Tragedia w trzech aktach…

DSC_5068_cr

Biednemu wiatr zapalenie tęczówki w oczy…

Akt I

Nowy Rok 2017 Z zęba wypada plomba.

4 stycznia Zaczyna boleć prawe oko.

5 stycznia Idę do lekarza pierwszego kontaktu. Oko czerwone i boli. Jako alergik jestem przyzwyczajona. Ale ból przy patrzeniu na światło jest czymś dla mnie zupełnie nowym. Guglam i nazywa się to światłowstręt. Pogoda jest wyjątkowo niezimowa jak na Polskę – wszędzie śnieg. U mnie światłowstręt zamienia się w śniegowstręt. Czytaj dalej „Tragedia w trzech aktach…”

Z genami nie wygrasz…

DSC_4970

Z dzieciństwa pamiętam różne rzeczy. Z reguły są to jakieś strzępki informacji latające mi po głowie. Jednak jedna spójna i trwająca przez całe moje dzieciństwo i lata młodzieńcze rzecz, którą bardzo żywo pamiętam, to moja własna matka i ciocia próbujące na zmianę się odchudzać i rzucać palenie. I nie wiem, ile z tego, co pamiętam autentycznie wypróbowały, a o ilu sposobach tylko mówiły, uznając je za idiotyczne, ale w pamięci pojawiają mi się takie rzeczy jak pasy odchudzające, herbatki na przeczyszczenie, tabletki, ziółka, hipnoza, kapuśniak jedzony non stop, terapia, Kaszpirowski liczący do dziesięciu w telewizorze, głodówki, dieta owocowa, a może warzywna, ale na pewno płynna była także… Czytaj dalej „Z genami nie wygrasz…”

Moje wielkie greckie wakacje – Kreta po raz drugi

DMU_0184.jpg

Nasz ostatni wakacyjny urlop przed pojawieniem się Maleńtasa – sześć lat temu – spędziliśmy na zachodzie Krety. Były to cudne wakacje z Ptysiem spędzającym pół dnia w mini klubie i część wieczoru na mini disco. Lubimy takie typowe greckie wyspy, czyli z zabytkami starożytnymi, a nie mnóstwem roślinek i co roku w takie właśnie celujemy. Jednak te finansowo i logistycznie dostępne wyspy powoli zaczęły nam się kończyć, więc postanowiliśmy zacząć wracać do tych najbardziej urokliwych, na których jednak nie wszystko jeszcze odkryliśmy. Czytaj dalej „Moje wielkie greckie wakacje – Kreta po raz drugi”

Od kołderki do terapeuty

DMU_8865

Sierpień 2018. Samos, Grecja. Wieczór. Czekamy, aż Maleńtas zaśnie. Chwilę to trwa, więc z nudów przeglądam facebooka. Kołderki obciążeniowe – jakiś nagłówek artykułu mi się wyświetla. Fajnie brzmi, więc patrzę, co to, a w głowie już z prędkością światła pokazują mi się obrazy z czasów, gdy Ptyś był malutki: leżymy na dywanie, on leży na mnie, swoje już waży, przygniata niektóre organy całkiem boleśnie, ale ogólnie wrażenie jest w porządku, uspokajające, wyciszające; fast forward kilka lat, gdy Maleńtas jest już na świecie, sytuacja podobna, kilkanaście kilo leży na mnie i śpi… Takie żywe kołderki obciążeniowe… Ciekawe, jak można taką normalną kupić – żywe mam już dwie, ale zbyt ciężkie się zrobiły. Czytaj dalej „Od kołderki do terapeuty”

Zboczenie zawodowe

DMU_6995

Według słownika jest to nawyk wyniesiony z pracy w konkretnym zawodzie, który został przeniesiony na życie codzienne. Według społeczeństwa jest to pierdolec na jakimś punkcie, który wszystkich doprowadza do szału, nierzadko też samego posiadacza. Każdy jakieś zboczenie zawodowe ma. Niektórzy nawet nie jedno. Żyć się z tym z reguły da, choć wkurza czasem niemiłosiernie lub sprawia, że inni posądzają właściciela o pomieszanie zmysłów… Czytaj dalej „Zboczenie zawodowe”

Majówka w Londynie

DSC_3184

AKA* Pierwszy Londyn bez wózka

AKA  Ja chcę na rączki

AKA  Bolą mnie nóżki

W maju w Londynie jeszcze nie byliśmy. Przerobiliśmy już wszystkie miesiące zimowe, wszystkie letnie, wrzesień i listopad jesienny, ale taki typowo wiosenny wypad do Londynu zdarzył nam się po raz pierwszy. Po raz pierwszy również polecieliśmy tam bez wózka dla Maleńtasa, co było nie lada wyzwaniem… Czytaj dalej „Majówka w Londynie”

Każdy kij ma dwa końce… a proca trzy…

56721467_275662316646011_2924039169913126912_n

Nauczyciele źle zarabiają, bo źle pracują. A źle pracują, bo źle zarabiają. W takim błędnym kole tkwimy rzucając obelgami to w jedną, to w drugą stronę od początku strajku. Nie lubię nauczycieli – tak generalizować będę, bo potrzebuję „make a statement”, ale oczywiście wiem, że nie wszystkich nauczycieli możemy wrzucić do jednego worka. Nie lubię nauczycieli nie odkąd jestem mamą dziecka w wieku szkolnym. Nie lubię nauczycieli odkąd zaraz po studiach jako nauczyciel zdarzyło mi się pracować. Czytaj dalej „Każdy kij ma dwa końce… a proca trzy…”

10 lat minęło…

DSC_9185_cr.jpg

Grudzień 2008…

Dwa lata wcześniej z sieciówki, w której wtedy pracowałam odeszła pani metodyk, która mnie zatrudniała. Rzuciła papierami, bo miała dość. Nie dało mi to wtedy do myślenia…

Niespełna pół roku po jej odejściu nowa pani metodyk po lekcji hospitacyjnej z maturzystami tuż przed maturą powiedziała mi, że za bardzo się staram na zajęciach. Bo to tylko maturzyści i powinnam robić czytanki, słuchanki, czytanki, słuchanki i tak w kółko. A ja głupia gramatykę im tłumaczyłam – strona bierna to była – i gry przygotowałam, żeby im łatwiej do głów wchodziło. W siódmym miesiącu ciąży byłam, więc „pregnancy brain” mnie zamroczył i zaniemówiłam. Gdyby nie stan błogosławiony pewnie bym ją zbluzgała…

Czytaj dalej „10 lat minęło…”

Odrywany chlebek czosnkowy

DSC_2554

Składniki:

  • 25g drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 350g mąki (u mnie najczęściej orkiszowa, można mieszać różne)
  • 200ml wody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 4 ząbki czosnku
  • 3 łyżki oliwy lub oleju roślinnego
  • pietruszka – suszona lub świeża

Czytaj dalej „Odrywany chlebek czosnkowy”

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑