DSC_2591

Niektórzy chodzą na siłownię, na spacer, pobiegać… Ja chodzę do Biedronki – gdy mam już dość i muszę wyjść z domu, chodzę do Biedronki. Raz nie było mnie półtorej godziny – a dodam tylko, że Biedronka oddalona jest o jakieś 300 metrów…

Gdy padam na pysk ze zmęczenia i wiem, że jeśli kolejnej nocy nie prześpię ciurkiem, bez przerw, chociaż 3 czy 4 godzin, biorę tabletkę przeciwalergiczną mojego dziecka – zwala mnie z nóg i kilka godzin snu mam pewne, bo wołania „mama” nie usłyszę. Próbowałam wołania ignorować, budzić na kopa męża, aby do dziecka poszedł, spać w innym pokoju – wszystko z marnym skutkiem. Lek przeciwhistaminowy działa, więc czemu nie korzystać…?

Gdy Maleńtas był maluteńki i drzemkować nie chciał mimo zmęczenia, kołysałam go na rękach i ze łzami spływającymi po twarzy śpiewałam kołysanki zmieniając ich treść na słowa niecenzuralne – pomagało psychicznie, a krzywdy nikomu nie robiło…

Gdy jest mi tak strasznie źle, idę do kuchni. Gotowanie czy pieczenie pomaga. Przestaję myśleć, skupiam się na czymś innym. Tworzę coś z niczego. Widzę jak te kilka składników w moich rękach zmienia się w coś pysznego. Robię coś. Umiem zrobić coś. Zawsze wychodzi, zawsze odnoszę sukces. Chociaż w kuchni. Jest lepiej. A potem jem. I jem, i jem. A później biorę wagę i klops…

Każdy ma chwile…

Nazywam to depresją poporodową. I co z tego, że Maleńtas ma ponad trzy lata? Że depresja poporodowa nie może tyle trwać? A kto jej zabroni? Czasem mówię, że to od zastrzyków antykoncepcyjnych, bo to przecież hormony. Ale pół roku po odstawieniu? Prawdopodobnie tak samo możliwe jak kilkuletnia depresja poporodowa… Mam depresję. Mam depresję? Może to taki Catch 22 jak u Josepha Hallera? Jeśli widzisz, że masz depresję, jesteś jej świadom, to jesteś na tyle zdrowy psychicznie, aby zauważyć, że coś jest nie tak, więc depresji nie masz?

Każdy ma chwile… Ale czasem te chwile trwają bardzo długo i niestety odbijają się na wszystkim i wszystkich wokół. I to nawet nie jest jakiś brak chęci do życia, brak radości, poczucie bezsensu. To po prostu brak… Czasem tak po prostu nie chcesz nic, ogarnia Cię niekontrolowany smutek i nie umiesz wytłumaczyć dlaczego. Ktoś pyta co się stało i nie jest w stanie pojąć, że nic, nic absolutnie się nie stało, tak po prostu czujesz, bez powodu, bez przyczyny… Chcesz wyjść z domu i sobie pójść, gdzieś, byle gdzie, bez celu…

Każdy ma chwile, dłuższe czy krótsze. Czasem ich nawet nie zauważamy, czasem skradają się długo i nagle atakują z ogromną siłą. Depresja? Pewnie nie, przecież depresja doprowadza do alkoholizmu, uzależnień, samobójstwa… Taką mamy percepcję, błędną, ale jedyną jaką do siebie dopuszczamy. Bo na depresję cierpią tylko ci słabi psychicznie, nieradzący sobie z rzeczywistością albo gorzej – depresję łączymy z nudą, bo przecież człowiek mający pracę i rodzinę nie ma czasu na depresję…

Każdy ma chwile i w obecnych czasach niestety bardzo łatwo jest je ukryć. Wszyscy są tak zajęci sobą, że nic nie zauważają. A Ty pogrążasz się w swoim smutku i spadasz… W akcie desperacji w pewnym momencie nawet nie próbujesz nic ukrywać. Siadasz na kanapie, łzy spływają Ci po policzkach i czekasz… Zauważą czy nie? Zapytają czy nie? Podadzą rękę czy…? Nie… Jesteśmy tak skupieni na sobie, zajęci swoimi sprawami, swoim facebookiem i innymi mediami społecznościowymi, że nie widzimy tego wołania o pomoc bliskiej osoby…

Depresja to nie tylko myśli samobójcze, alkohol czy narkotyki. Depresja potrafi być cicha i niewidoczna. Depresja umie się ukrywać, czas działa na jej korzyść – im dłużej jej nie zauważasz, tym bardziej rośnie w siłę. O depresji nie mówimy, bo tak nas wychowano, a cisza jest jej sprzymierzeńcem. Depresja jest tematem tabu, jest czymś, co spotyka tylko innych ludzi, bo przecież każdy ma chwile i to nie jest depresja… Nie jest?

 

Reklamy