_DSC0895

Wyobraź sobie nieprzespaną noc, a potem cały dzień z małym dzieckiem… Jeśli masz pecha, jak ja, to Twój malec o 5-tej rano jest pełen życia i energii. Skąd ją czerpie po niezbyt ciekawej nocy jest zagadką. Tobie brakuje zarówno energii, jak i ochoty na jakąkolwiek zabawę. No a przecież oprócz zabawy masz jeszcze na głowie dom – bo obiad trzeba ugotować, pranie powiesić, zmywarkę opróżnić… I wtedy właśnie, początkowo regularnie co kilka godzin, z czasem coraz rzadziej (aż w końcu całkiem zniknie) z pomocą przychodzi Ci drzemka.

Drzemka to dla rodziców małych dzieci taki oddech, chwila – czasem niestety dosłownie – spokoju. Na drzemkę czekamy z niecierpliwością, jak dzieci na Świętego Mikołaja. Bo w końcu nadchodzi ten wyczekiwany przez wiele godzin moment, w którym ten nasz mały człowiek pada ze zmęczenia. Albo i nie, ale to zależy tylko od tego małego człowieka…

DSC_2457

W pierwszych miesiącach życia maleństwa teoretycznie śpią dużo. Teoretycznie, bo pięciominutowe drzemki co 10 minut z punktu widzenia rodzica to nie jest dużo. Później na szczęście wszystko się normuje, drzemki wydłużają, a rodzic ma troszkę czasu dla siebie.

Maleńtas ma ponad dwa latka i pozostała nam już jedna drzemka w ciągu dnia. Tuż po 11-tej wyłączamy domofon, myjemy ząbki, robimy siusiu i idziemy na drzemkę. I od tego momentu mam minimum 90 a maksimum 120 minut „wolności”. Nie jest to czas na sprzątanie, pranie czy gotowanie. Tak zorganizowałam cały plan dnia, aby był to czas dla mnie. Mogę coś obejrzeć, poczytać, popisać. Mogę się położyć czy poćwiczyć. Mogę robić coś lub absolutnie nic. Bo to jest mój czas. Gości w tym czasie nie zapraszam. Drzwi nie otwieram. Nikogo do domu nie wpuszczam. A niektórzy kurierzy już się nauczyli, że nieodpowiadający domofon wcale nie jest znakiem, że nikogo w domu nie ma i dzwonią stojąc pod klatką, żeby zejść po przesyłkę.

_DSC0885

Na dzwonku przy drzwiach od narodzin Maleńtasa wisi karteczka, że prosimy o pukanie. Fakt, niektórzy czytać nie potrafią i dam sobie rękę uciąć, że wydaje im się, iż tam jest napisane „Prosimy walić w drzwi”, ale z reguły nawet taki analfabeta nie jest w stanie popsuć mi drzemki.

 

 

Fenomen drzemki okazuje się niezrozumiały dla tych, którzy dzieci nie mają lub mają już mocno wyrośnięte i tych pierwszych lat z dzieckiem nie pamiętają. Jednak każdy rodzic wie, że drzemka to rzecz święta. Że musimy być bardzo cicho, żeby małego diablątka nie obudzić. Że nawet gdy maleństwo ma twardy sen, staramy się zbędnie nie przechodzić koło jego pokoju w czasie drzemki. Bo nigdy nie wiadomo… I oczywiście powoduje to trochę problemów, bo telefonów nie odbieramy, domofonu nie słyszymy, siku przez dwie godziny nie pójdziemy, bo ubikacja sąsiaduje z pokojem dziecka, ale wszystkie te wyrzeczenia warte są tych dwóch godzin przerwy.

Bo drzemka to rzecz święta. I sama myśl o tym, że Maleńtas w końcu z drzemkowania wyrośnie przyprawia mnie o palpitacje…

Reklamy