Jako mała dziewczynka postanowiłam kiedyś na Dzień Matki podarować mamie coś. Nie laurkę czy obrazek. Coś. Jakiś prezent. Coś namacalnego i materialnego. 10 lat miałam wtedy, może ciut więcej, może ciut mniej. Jakieś kieszonkowe miałam i zdecydowałam wydać je na prezent dla mamy. To było pi razy oko 25 lat temu, a więc kieszonkowe w porównaniu z tym, co dzieci dostają teraz było delikatnie mówiąc marne. Asortyment sklepowy również był ograniczony. Inne czasy to były zupełnie…

Ale postanowienie było i do sklepu się udałam. Pamiętam nawet, który to był sklep. Choć nie jestem pewna czy nadal tam stoi. Przez te 25 lat wiele się zmieniło… No więc do sklepu poszłam i kupiłam mamie w prezencie na Dzień Matki… płyn do mycia naczyń… Na swoją obronę powiem tylko, że naprawdę mała byłam, a i byłam przekonana (nadal zresztą jestem), że praktyczne prezenty, które ktoś może użyć i do czegoś wykorzystać lepsze są od kilku kwiatków, które po 3 dniach trzeba wyrzucić… Zdaje się, że mama moja w tamtych czasach poglądu mojego nie podzielała, ale liczy się myśl – prezent był, samodzielnie kupiony za własne oszczędności.

Mimo upływu lat pewne rzeczy się nie zmieniły. Nadal lubię praktyczne i przemyślane prezenty i nie obrażam się o stolnicę na urodziny czy deskę do krojenia na Dzień Kobiet. Ba, nawet dzisiaj nie pogniewałabym się za nową patelnię na Dzień Matki czy ulubione foremki do pieczenia do dzisiaj tylko w promocji… Ale najlepszy prezent na Dzień Matki dla posiadającej małe lub jeszcze nie do końca duże dzieci mamy nie musi kosztować absolutnie nic i nie wymaga poświęceń kieszonkowego…

Zakładam, zdaję sobie sprawę, a nawet jestem stuprocentowo przekonana, że za jakieś 10 czy 15 lat oddam wszystko, aby móc Dzień Matki spędzić ze swoimi dziećmi. One, a przynajmniej jedno z nich, będzie już miało swoje życie i Dzień Matki będzie zapewne jednym z niewielu, jakie będzie mi dane choć po części spędzić z pociechą. Ale do tego czasu…

Przez pierwsze co najmniej 10 lat bycia mamą, najlepszy prezent jaki mama może dostać na Dzień Matki to dzień bez dzieci… Może i brzmi to brutalnie, ale moim marzeniem jest, aby choć na jeden dzień w roku (ba nawet jeden dzień na dekadę, bo Ptyś właśnie skończył lat 10, a ja nadal marzę), móc nie być mamą… Jeden taki dzień, kiedy mogłabym rano iść się umyć i ubrać bez akompaniamentu wyjącego „mamo, nie ubieraj się!!!” leżącego na podłodze pod drzwiami łazienki trzylatka… Jeden taki dzień, kiedy mogłabym w samotności iść siusiu… Jeden taki dzień, kiedy mogłabym zjeść obiad po ludzku skupiając się na swoim tylko talerzu i nie musząc dzielić się tą odrobiną, którą na nim mam… Jeden taki dzień, kiedy mogłabym wypić kawę nie obawiając się zakrztuszenia wrzuconym do niej plastikowym klockiem… Jeden taki dzień bez pytania „czemu?” zadanego 1000 razy… Jeden taki dzień, kiedy nikt nie wpatruje mi się przez ramię w ekran telefonu… Jeden taki dzień, kiedy nie muszę reagować na okrzyk „mama, chodź” co 10 minut… Jeden taki dzień, kiedy nikt nie wpada w histerię, bo na spodenkach jest kropka, a trzy dni temu na paluszku było „ziaziu” i nadal je widać… Jeden taki dzień, kiedy nikt nie ryczy, bo nadszedł czas na Strażaka Sama przed snem, a nie wiadomo, gdzie podział się mały metalowy Jupiter… Jeden dzień bez „mamo, on mnie bije” dobiegającego raz z ust trzylatka, raz z ust dziesięciolatka… Jeden dzień ciszy i spokoju… Jeden dzień bycia po prostu sobą…

Najlepszy prezent na Dzień Matki nie kosztuje nic. Wymaga jedynie odrobiny wysiłku najbliższego otoczenia. Często jednak okazuje się, że ten wysiłek to zbyt wysoka cena i mało kogo na niego stać…

M'sDay

Reklamy