DSC_9350

Nowa ustawa o nauczaniu, nowy system edukacji, likwidacja gimnazjów, wszystkie za i przeciw, nowe siatki szkół, nowa rejonizacja… Każdy ma swoje zdanie, a jeśli nawet go nie ma, to powtarza zdanie innych, bo coś powiedzieć trzeba. I w tym wszystkim nie słychać już głosu ucznia, którego to wszystko najbardziej dotyka. Bo umówmy się – nie nauczyciel jest tu najważniejszy, ale właśnie uczeń. I o tym okazuje się zapomnieli nie tylko nauczyciele, ale i rodzice…

Wszystkie te zmiany w edukacji spowodowały wybuch paniki wśród nauczycieli. Bo im zmniejszą etaty. Bo im szkoły przekształcą. Bo ilość uczniów im się zmniejszy, a w konsekwencji ilość klas, a więc co za tym idzie – ilość godzin. A gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Powiedzmy to sobie jasno i wyraźnie – cały bunt nauczycieli opiera się na strachu przed utratą części wynagrodzenia. Bo nie chodzi tu o dobro ucznia, bo chyba wszyscy wiemy, że stary, przez lata sprawdzony system 8 + 4 był dużo lepszy niż 6 + 3 +3. Tu chodzi tylko i wyłącznie o dobro i finanse nauczycieli. I aby utrzymać swój status zrobią wszystko. Brzmi ostro i dosadnie? Ma tak brzmieć, bo gdy na szali waży się dobro dziecka, trzeba być ostrym i dosadnym. Bo myśleć powinniśmy o przyszłości naszych dzieci, a nie o przyszłości ich nauczycieli. Bo nauczyciele są dla dzieci, a nie odwrotnie.

Szkoły i ich pracownicy obecnie przechodzą samych siebie, aby przetrwać. A ich przetrwanie zależy tylko i wyłącznie od uczniów. Więc w rezultacie zrobią wszystko, aby tych uczniów zdobyć i „podkraść” innym szkołom. I niestety duża część rodziców, nie zdając sobie sprawy z tego, co robią, złapie się na triki, jakie nauczyciele zagrożonych szkół stosują. Dla dobra ucznia? Nie, dla dobra nauczyciela…

Niestety wciąż duży procent naszego społeczeństwa wychodzi z założenia, że uczyć może każdy, bo to łatwe, i że wiek ucznia nie ma znaczenia, bo każdy nauczyciel może uczyć zarówno sześciolatki jak i szesnastolatki. Jest to mit, który ciężko jest obalić i obawiam się, że wierzą w to nawet niektórzy nauczyciele. Bo dla nich, wiara w to to ostatnia deska ratunku przed obcięciem godzin i zmniejszeniem etatu. I co się dzieje? Gimnazja przekształcają się w szkoły podstawowe i nauczyciele, którzy przez lat wiele pracowali ze zbuntowanymi nastolatkami ucząc ich fizyki czy biologii, nagle zaczynają uczyć przyrody dzesięcioletnie dzieci. Dla dobra dziecka? Nie, dla dobra nauczyciela…

Drodzy rodzice, każdy dobry nauczyciel wie, że inaczej traktuje się różne grupy wiekowe. Każdy nauczyciel potrzebuje doświadczenia, aby stać się profesjonalistą. Biologia, geografia i fizyka to wbrew pozorom nie to samo, co przyroda. Małe dzieci uczy się inaczej niż te nastoletnie. Nauczanie to proces, który ewoluuje i nie da się tego przeskoczyć. Dobry nauczyciel gimnazjum nie stanie się z dnia na dzień dobrym nauczycielem podstawówki. Potrzeba czasu. Potrzeba praktyki. Potrzeba błędów.

I ja jako rodzic czwartoklasisty kategorycznie nie zgadzam się, aby moje dziecko stało się królikiem doświadczalnym, na którym nauczyciel gimnazjum będzie się uczył, jak pracować z dziećmi młodszymi, aby za kilka lat poczuć się w tej roli komfortowo.

Nowa rejonizacja oznacza, że moje dzieci przyporządkowane będą nowej szkole podstawowej, w którą przekształci się obecne gimnazjum. Jeśli chodzi o Maleńtasa, nie mam z tym problemu. Szkoła ma 5 lat na opanowanie i poradzenie sobie z nowym systemem zanim Maleńtas osiągnie wiek szkolny. Ptyś natomiast jest w grupie przejściowej. Obecnie w klasie czwartej, do klasy szóstej będzie na starym programie nauczania, w klasie siódmej i ósmej na nowym i w dwa lata będzie musiał przerobić materiał trzyletniego gimnazjum. Trudno, nic na to nie poradzę. Ale to, co mogę zrobić, to zapewnić mu najlepszą opiekę edukacyjną do końca klasy szóstej. A kto poradzi sobie z tym lepiej: nauczyciel szkoły podstawowej, który program nauczania, jaki obowiązuje Ptysia ma w małym palcu, bo uczy zgodnie z nim od lat i ma doświadczenie i potrzebną wiedzę czy nauczyciel gimnazjalny, który przez lata uczył dzieci gimnazjalne programem nauczania do gimnazjum i nagle ma się przestawić i jeden (tak, jeden!) tylko rok uczyć innym programem nauczania – którego nie zna – dzieci dużo młodsze, a za rok i tak będzie miał zupełnie nowy program nauczania, który będzie musiał dość szybko opanować? Dla mnie wybór jasny. Okazuje się jednak, że dla większości rodziców nie. Bo właśnie brak wiedzy w tym temacie powoduje, że rodzice decydują o tym czy zostawić dziecko w dotychczasowej szkole, czy przenieść je do poprzekształcanych na podstawówki gimnazjów biorąc pod uwagę jedynie odległość szkoły od domu. Drodzy rodzice, czy złamawszy nogę zamiast do chirurga udacie się do okulisty, bo jest bliżej??? Nie? To dlaczego w ramach eksperymentu chcecie swoje podstawówkowe dziecko wysłać pod opiekę nauczycieli gimnazjalnych nie mających żadnego pojęcia o podstawie programowej szkół podstawowych?

Czy obecna szkoła Ptysia jest bez wad? Oj nie. Co rusz jakieś problemy. Wiele obiekcji mam. I zadowolona jestem, że Maleńtas przygodę ze szkołą za kilka lat rozpocznie w innej placówce, bo może tych konkretnych problemów tam nie będzie. Za kilka lat, gdy szkoła stanie się już w pełni szkołą podstawową, z kadrą odpowiednio przeszkoloną i przygotowaną, z pewnym, choć tylko kilkuletnim, doświadczeniem. Za kilka lat… Obecnie jest to szkoła w trakcie przekształcania się, z nauczycielami nieprzygotowanymi do pracy w szkole podstawowej, z wyposażeniem niedostosowanym do pracy  z małymi dziećmi, bez pomocy dydaktycznych dla dzieci podstawówkowych. I o ile na przyjęcie klasy pierwszej, czwartej i siódmej, a więc tych z nową podstawą programową, przygotować się bezwzględnie muszą, bo wyjścia nie mają, tak nie sądzę, aby dodatkowo nauczyciele chętnie przeszkolili się pod kątem starej podstawy, która obowiązywać będzie interesującą mnie klasę piątą tylko przez jeden rok. Tak wiec pozostałe roczniki będą typową „zapchajdziurą”, aby zapewnić etaty nauczycielom, a nie po to, aby przygotować dzieci do dalszej nauki. I wlaśnie ci zagrożeni nauczyciele w czasie wolnym roznoszą ulotki zachęcające do zmiany szkoły wszystkie roczniki. Zmieńcie szkołę, bo będziecie mieć kilkaset metrów bliżej. Zmieńcie szkołę, bo potrzebujemy jeszcze godzin do pełnego etatu. Zmieńcie szkołę, bo musimy poeksperymentować z innymi rocznikami, zanim zaczniemy uczyć te na nowej podstawie.

A ja apeluję – nie zmieniajcie szkoły, bo jest bliżej. Nie zmieniajcie szkoły, bo jacyś nauczyciele boją się, że stracą etat. Nie zmieniajcie szkoły, bo Wasze dzieci staną się królikami doświadczalnymi będąc w grupie roczników przejściowych. Nie zmieniajcie szkoły w trakcie trwania etapu edukacyjnego dla dobra dziecka. Bo nie dobro nauczycieli powinno Wam leżeć na sercu, a dobro dziecka.

Drodzy rodzice, pomyślcie zanim podejmiecie decyzję. Dla dobra dziecka. Dla dobra ucznia…

Reklamy