DSC_4263.JPG

Lot

Dla przeciętnego podróżującego lot do Londynu trwa niecałe dwie godziny. Dla mniej przeciętnych podróżujących z dwuletnim szkrabem ten sam lot trwa godzin co najmniej pięć. Ów dwulatek wstaje o 4ej nad ranem i bucha energią. Jego rodzice wstają o 3ej nad ranem i energia jest ostatnią rzeczą jaką buchają.

A tu trzeba dwulatka nakarmić, przewinąć i powstrzymać od klepania po głowie pana na siedzeniu z przodu. Przewijanie jakiegokolwiek dziecka w toalecie samolotowej to nie lada wyzwanie. Przewijanie zbuntowanego dwulatka w zimowym ubraniu w toalecie samolotowej niemal graniczy z cudem. Za odniesienie względnego sukcesu, a więc czystej pieluszki na pupie dziecka, a guzów tylko na głowie rodzica, linie lotnicze zdecydowanie powinny rodziców nagradzać.

Innym wyzwaniem jest sprostanie oczekiwaniom linii lotniczych i obsługi samolotu w kwestii zapięcia pasów. Bo o ile dziewięciolatek pasy te zapięte będzie miał, gdy mu się każe – oczywiście odepnie je, gdy tylko zgasi się sygnalizacja zapięcia pasów, tak dwulatek głęboko gdzieś ma potrzebę zapięcia pasów i uważa ją za całkowicie zbędną upierdliwość. A pani stewardessa nie dość, że najwyraźniej dzieci własnych nie posiada, to z dwuletnimi obcymi dziećmi też za bardzo do czynienia nigdy nie miała, gdyż wydaje jej się, że obudzone płaczące dziecko przekona do zajęcia miejsca na fotelu i zapięcia pasów swoim autorytarnym tonem i wzrokiem zabójcy. A uroczy dwulatek na to: NIE. I tak sobie dyskutujemy we trójkę, czy on usiądzie i da się zapiąć czy nie. Ja wiem, jak ta dyskusja się zakończy. Pani stewardessa uparcie wierzy w swoje powodzenie… aż w końcu się poddaje i przynosi ten pas dla niemowląt, o który prosiłam 10 minut wcześniej. Ale to tylko tak wyjątkowo, bo on jest tylko dla dzieci do drugiego roku życia. A gdyby tak od razu zgodziła się przynieść ten pas zaoszczędziłaby nam wszystkim bólu głowy. Bo uroczy dwulatek zmuszany do czegokolwiek, czego nie chce, zaczyna wyć gorzej niż syrena alarmowa…

 

Transport

Po Londynie można poruszać się na nogach. Mając trochę wolnego czasu i siły, dojść można wszędzie. No może do Greenwich to bym jednak spacer odradzała, ale inne ważne miejsca można odwiedzić spacerując. Jednak wyjeżdżając z dziećmi i do tego zimą, warto rozważyć poruszanie się po Londynie metrem. Z małym dzieckiem oczywiście wózkiem. No więc wzięliśmy wózek kobyłę. Wózek kobyła to nie zwykła mała spacerówka, ale część spacerowa wózka 3 w 1. Zdecydowanie lepsza opcja, gdy planujemy długo chodzić na zimnie, bo i łatwiej się prowadzi, i dziecku cieplej i wygodniej jest. Zabranie kobyły miało swoje plusy. Dodatnie i ujemne. Maleńtasowi było ciepło, bo wózek zimową wkładkę posiada – plus dodatni. Maleńtas wcale już taki mały nie jest, a dodatkowo w zimowych ciuszkach ledwie się w kobyle z zimową wkładką mieści – plus ujemny. Wózek łatwo się prowadzi i nie przewraca pomimo przyczepionej do niego torby z akcesoriami Maleńtasa – plus dodatni. Kobyła ciężka jest strasznie i noszenie jej po schodach metra do przyjemnych nie należy – plus ujemny. Wózek stosunkowo duży jest, więc świetnie nadaje się do torowania drogi na Oxford Street i w Primarku – plus dodatni. Wielkość wózka oraz pompowane koła sprawiają, że nie czujesz, gdy ludziom na nogi najeżdżasz – plus ujemny? Ludzie, gdy już Cię zauważą z tym wielkim wózkiem i małym dzieckiem, nad wyraz uprzejmi są i Cię przepuszczają i ustępują miejsca – plus dodatni. Manewrowanie kobyłą po Disney Store i Hamley’s jest prawie niewykonalne – plus ujemny. Więc zostawiasz wózek wraz z dwulatkiem pod opieką tatusia przed sklepem i spokojnie idziesz sama – plus dodatni. A dziecko pod sklepem w tym super wygodnym wózku krzyczy wniebogłosy „a mami”(czyt. do mamy) – plus ujemny…

dsc_4207

dsc_4206

 

Akomodacja

Od lat zawsze zatrzymujemy się w tym samym małym hoteliku. Wygląd ma taki typowo brytyjsko-wiktoriański. Wydaje się być budowany w czasach wiktoriańskich i nie remontowany ani nie odnawiany od tamtych czasów. To oznacza, że aby wziąć prysznic najpierw przez 15 minut musi się lać woda w umywalce, aby ta lodowata zleciała. O ile prysznic ma oba kurki przy jednej słuchawce, tak umywalka ma oczywiście dwa krany oddalone od siebie o całą szerokość umywalki. Okna również z czasów wiktoriańskich – jak już uda się otworzyć, to na pewno się ich nie zamknie. Ale umówmy się, płacąc 50 funtów za 4 osoby na dobę, wstyd narzekać na jakiekolwiek niedogodności…

Ludzie dorośli dają radę. Wszak w pokoju właściwie tylko śpimy i zjadamy kanapki i zupki chińskie. Dla dzieci takie warunki mieszkaniowe to wyzwanie. Dla dzieci, które nie potrafią nawet przy posiłku usiedzieć na miejscu, wstają o 5ej rano, rzucają zabawkami i uwielbiają biegać, takie warunki to koszmar.

Tym razem na szczęście udało się Maleńtasa przekonać nie tylko do wejścia pod prysznic, ale nawet do kąpieli. Bo oba nasze chłopaki, mając niespełna dwa lata, na widok londyńskiego prysznica wpadali w histerię – trudno im się dziwić szczerze mówiąc – i zmuszeni byliśmy obu, przez dwa tygodnie, kąpać w umywalce.

dsc_4089

Tym razem, już raczej na nieszczęście, Maleńtas nie dał się pacyfikować nad ranem, co oznaczało, że o 5ej pobudkę mieliśmy nie tylko my, ale i cały hotel. Na co nie omieszkano zwrócić nam uwagi. A potem przepraszać za jej zwrócenie…

dsc_4130

 

Wyżywienie

Taką mamy już tradycję, że każda wizyta w Londynie oznacza jedzenie zupek chińskich i wizyty w McDonald’s. Maleńtas od czasu do czasu wcina jeszcze zupki ze słoiczków, a więc i takie ze sobą wozimy. Ma to jedną ogromną zaletę – wyjeżdżając już do domu mamy sporo lżejszy i mniejszy bagaż, co oznacza, że nie powinno być większych problemów ze spakowaniem wszystkich zakupów.

Gotowanie jajek grzałką, robienie jajecznicy na parze, odgrzewanie parówek w miseczce – to norma. Ale Maleńtas niestety coraz mniej uległy jest i jak nie spodoba mu się to, co akurat znajduje się jego zielonej miseczce, to nie ma siły, która zmusiłaby go do zjedzenia. W takich sytuacjach ostatnią deską ratunku są frytki w McDonald’s – bo przecież musi coś zjeść… Od lat kilku podczas każdego wyjazdu wypróbowujemy również różne knajpy z typowo brytyjskim fish&chips i mashed peas. Ptyś oczywiście groszku nie tknie. Ryba za duża. Frytki za gorące. Herbata niedobra. Ketchupu brak. Zawsze coś jest nie tak. Maleńtas natomiast postanowił tym razem restaurację zdemolować. Bo przecież te świąteczne ozdóbki i kolorowe łańcuchy powieszone zostały właśnie po to, aby móc je zrywać. A obicie siedzenia? Rusza się? O, odpadło…

dsc_4110

 

Toalety

Podróżując z małym dzieckiem w trakcie odpieluszkowywania trzeba być przygotowanym na to, że dziecko to może nagle zechcieć zrobić siusiu i nie trafia do niego, że przecież ma pieluszkę. Bo w domu gonią, żeby w majty nie robił, a na wyjeździe każą w pieluchę. No hipokryzja totalna… A niech, nie daj Boże, w toalecie przystosowanej do przewijania dziecka nie będzie sedesu, tak jak ma to miejsce w toaletach przy Tower… i niech jeszcze to małe dziecko uprze się, że po zdjęciu zasikanej pieluchy a przed założeniem świeżej musi, ale to MUSI się wysiusiać… W efekcie, siusianie do umywalki Maleńtas ma już zaliczone – kolejna umiejętność małego skauta zdobyta.

dsc_4097

 

Podsumowanie

Podczas tych kilku dni w Londynie z Maleńtasem wiele się zdarzyło. Ale niezależnie od tego, czy przygody były mniej lub bardziej przyjemne, Londyn to Londyn. A Londyn świąteczny to najbardziej spektakularny Londyn i ani sikanie do umywalek, ani płacz w metrze bo wózek za daleko od rurki do trzymania stoi, nie jest w stanie popsuć doświadczenia. A gdy już jest naprawdę źle, wizyta w Nero Cafe i kubek gorącej czekolady wszystko naprawi…

dsc_4098

Reklamy