dsc_8192

Wszyscy uwielbiają Boże Narodzenie. I ja nie jestem tu wyjątkiem. Choinka, gwiazdka, dekoracje świąteczne, ciasteczka, nasze tradycyjne już krówki, Michael Buble, który czegokolwiek by nie śpiewał, dla nas brzmi świątecznie. I nawet ten brak śniegu na Święta tak bardzo nie przeszkadza. Ale zanim nadejdą Święta, jest czas przedświąteczny, którego mam już serdecznie dość, a jeszcze przede mną trochę zostało…

dsc_3788

Okres przedmikołajowy, przedświąteczny, przedwielkanocny, przedurodzinowy i przeddniodzieckowy (przeddniudzieckowy? jakoś chyba da się to powiedzieć, nie?) to generalnie chyba jedne z najbardziej stresujących momentów w roku. Bo trzeba wymyślić dla dzieci prezenty. Od siebie to półbiedy. Ale jeszcze od babć i dziadków, od cioć i wujków, stryjów i stryjenek i kogo tam jeszcze… Przez pierwszy rok, ba, nawet przez pierwsze dwa czy trzy, jest to całkiem fajne. Dziecko zabawek potrzebuje – no dobra, może nie do końca to jest tak, że potrzebuje i nie do końca, że dziecko… Ok, więc rodzic zabawek potrzebuje, bo jakoś ten czas z dzieckiem miło spędzić każdy by chciał. No więc szuka i wymyśla. A że na rynku zabawek od groma, za dużo z tym problemu początkowo nie ma. Ale dziecko rośnie i z czasem coraz trudniej wymyślać prezenty. A trzeba znaleźć coś od siebie, od babć i dziadków, od cioć i wujków, stryjów i stryjenek i kogo tam jeszcze…

Osobiście lubię wymyślać prezenty dla innych. Zawsze staram się kupić coś, co sprawi tej drugiej osobie przyjemność, co mieści się w jej/jego kręgu zainteresowań. I zupełnie nieskromnie powiem, że zdaje się, że w wymyślaniu prezentów jestem całkiem dobra. Pójdę nawet o krok dalej i powiem, że chciałabym, aby była taka druga ja, która wymyślałaby prezenty dla mnie. Niestety okazuje się, że w moim najbliższym otoczeniu nikogo takiego nie ma. Albo po prostu moje najbliższe otoczenie zupełnie mnie nie zna. Bo podczas gdy ja wybieram ciekawe thrillery, apaszki, co by pasowały kolorystycznie do płaszczyków, przydatne akcesoria kuchenne, poradniki o gotowaniu dla małych dzieci dla młodych matek, swetry, perfumy, biżuterię czy książki kucharskie, ja sama otrzymuję kosmetyki do kąpieli w ilościach, jakich przez trzy lata nie udało mi się zużyć (czy może mam to odczytać jako delikatną sugestię, że brudna jestem i śmierdzę?), książki, których nawet na bezludnej wyspie zanudzając się na śmierć nie przeczytałabym (czy ja naprawdę sprawiam wrażenie fanki tanich romansideł?) lub alkohol (powinnam najpierw się w soli relaksującej wykąpać, a potem upić?). Czasem jeszcze ktoś zadzwoni do mojego męża i zapyta, co mi kupić. Mojego męża??? Serio???

Ale mimo tego, że prezenty umiem i lubię wybierać, w pewnym momencie mam dość. Bo wymyślić na jedną okazję 6 różnych prezentów od 6 różnych osób dla jednego dziecka naprawdę nie jest łatwo. A jeśli jeszcze jest to moje dziecko, to graniczy to z cudem. Bo cóż można dać dzieciom, których pokoje wyglądają jak sklepy z zabawkami? I tak w pokoju na lewo macie Państwo ekspozycję zabawek, mniej i bardziej edukacyjnych, dla dzieci powyżej siódmego roku życia. Mamy tu tysiące klocków lego w dwóch ogromnych pudłach, setki autek metalowych, trzy półki gier planszowych, szufladę edukacyjnych gier Smart Games, tory magnetyczne, piłkarzyki, mikroskop, globus edukacyjny, ciastolinę, szafkę puzzli, kilka półek książek od bajek, poprzez literaturę młodzieżową, po encyklopedie, zarówno po polsku, jak i po angielsku, sto tysięcy piłek… W pokoju na prawo znajdziecie Państwo zabawki dla dzieci w przedziale wiekowym 2-4 lata, a więc lego duplo, pudło gumowych śmiesznych autek, sortery, gadające pluszaki, puzzle dla maluszków, piramidki, plastikowe kubeczki, dwa jeździki, traktor gigant, tory kolejowe wader, zabawki do kąpieli, mini kosz do koszykówki, zestaw do sprzątania, twarde niby niezniszczalne książeczki, pociąg drewniany, znikające i plączące się po całym mieszkaniu małe kauczukowe kuleczki… A coś dla dzieci między 4 a 7 rokiem życia? Zapraszam do piwnicy, niestety nie wszystko mieści się w naszych 70m kwadratowych…

I tak właśnie ciężko jest wymyślać prezenty dla dzieci. Bo Maleńtas ma mnóstwo rzeczy po bracie, a ileż zestawów duplo można w jego maleńkim pokoju zmieścić? A Ptyś ma już 9 lat i pokój tak pełny, że na kolejną grę planszową czy książkę już miejsca nie znajdziemy. Ilość gadżetów z fc barceloną też nie jest nieskończona, a zdaje się, że 4 ręczniki kąpielowe z logo drużyny w zupełności mu wystarczą. Więc teraz idziemy w rozmiar – im mniejszy rozmiarowo prezent, tym lepiej… Tylko nadal wymyślenie tego prezentu jest na mojej głowie… A oprócz tego, że muszę wybrać coś, co mojemu dziecku sprawi radość, to jeszcze muszę zmieścić się w budżecie, który inni sobie ustalili. Problem polega jednak na tym, że często mnie o tym budżecie nie informują. I bądź tu człowieku mądry i domyśl się, czy masz znaleźć coś w kwocie 30zł, 50zł czy 100zł… A skoro już wymyślam, to może bym od razu zamówiła? Bo przecież nikt nie ma teraz czasu po sklepach latać i szukać… A skoro i tak zamawiam dla swoich dzieci, to może coś bym tam przy okazji zamówiła dla pozostałych wnuków? Bo zamówić dwie różne i dopasowane płciowo i wiekowo zabawki czy cztery to żadna przecież różnica…

dsc_3793

Kolejną częścią problemu przedświątecznego jest zbyt wysoko postawiona poprzeczka w pierwszych latach życia Ptysia. No i teraz ciężko ją już obniżyć. Jako że choinkę mamy dość dużą i głupio wyglądałby pod nią jeden prezent, postanowiłam lata temu, że pod choinką prezentów powinno być dużo i jeszcze powinny być zapakowane w kolorowy papier, a nie w jakieś torebki. No więc zgodnie z założeniami, Ptyś od lat w bożonarodzeniowy poranek w piżamie siada pod choinką i z zaciętością ten papier z prezentów wielu rozdziera. Tylko najpierw oczywiście Gwiazdka musi te prezenty wymyślić, zakupić i przed dzieckiem/dziećmi schować.A chowa je po całym mieszkaniu i nader skutecznie – jak już nadchodzi wieczór pakowania, okazuje się rok w rok, że Gwiazdka nie pamięta, gdzie niektóre prezenty ukryła… Bardzo żywo nadal pamiętam poszukiwania bakuganów przed kilkoma laty…

dsc_8259

A czemu w bożonarodzeniowy poranek? Bo chłopaki moje gwiazdki mają trzy – dwie w Wigilię podczas dwóch Wigilii – u jednej babci, a potem u drugiej babci. Więc jak już w wigilijny wieczór docieramy do domu, jest zbyt późno na jakiekolwiek atrakcje poza kąpielą i snem. Zatem nasza domowa Gwiazdka prezenty zostawia w wigilijną noc. A w bożonarodzeniowy poranek – choć mam wątpliwości czy 5 rano to już poranek – mały armageddon ma miejsce pod naszą choinką.

dsc_3776

Tak więc męczący okres przedświąteczny to wynajdywanie prezentów dla chłopców od całej rodziny, zamawianie ich i stresowanie się czy będą na czas i takie, jakie miały być. Kolejnym wyzwaniem jest wybranie kilku drobniejszych prezencików do ulokowania pod naszą choinką, a następnie schowanie ich tak, aby chłopcy ich nie znaleźli. Jednocześnie oni muszą być jedynymi, którzy ich nie znajdą… No i oczywiście wszystko to na głowie mojej, bo przecież ja muszę mieć na to czas, pomiędzy pracą zawodową, zajmowaniem się Maleńtasem i domem… A że w tym roku – a podkreślę, że jest dopiero środek listopada i załatwionego mam na razie jedynie Mikołaja – całe to prezentów wymyślanie dało mi nieźle w kość, niniejszym wpis ten możecie uznać za kilkutygodniowe wypowiedzenie. I quit. Wraz z nadejściem nowego roku wszyscy będą musieli znaleźć sobie nowe źródło zakupowe, bo ja to rzucam. I też chciałabym choć raz móc przerzucić odpowiedzialność za prezenty na kogoś innego tak, jak od lat robi to cała moja rodzina. I quit…

Reklamy