Jak zaczynasz dzień? Czy po przywitaniu się z dzieckiem od razu sięgasz po telefon? Czy przed przygotowaniem śniadania sprawdzasz maile? Czy zerkasz po przebudzeniu, jakie powiadomienia mrugają Ci na telefonie? Bo to przecież zajmuje tylko parę sekund, góra trzy minuty…

A w ciągu tych kilku chwil Twoje dziecko uważnie Cię obserwuje, aby czegoś się nauczyć. Bo powiedzmy sobie jasno i otwarcie, zachowanie naszych dzieci jest imitacją naszego zachowania. Wszystko, co robimy, prędzej czy później nasze dzieci będą naśladować, czy to w zabawie, czy w życiu. Bo dla tego małego człowieka tuptającego po mieszkaniu o 5-tej nad ranem, rodzic jest wzorem, jednostką idealną i najważniejszą. Więc skoro tatuś zaraz po wstaniu włącza komputer, to chyba tak trzeba robić, bo to jest ważne… Prawda?

Dawniej zarówno życie ludzi dorosłych, jak i wychowanie ludzi maleńkich było dużo łatwiejsze. Nie mieliśmy tych wszystkich przeszkadzajek, dystraktorów w postaci smartfonów, tabletów czy laptopów. Praca to była praca, dom to był dom. Gdy trzeba było coś kupić, pakowaliśmy pociechę do wózka i wychodziliśmy do sklepu, zaliczając równocześnie spacer. Gdy maluch był chory, brało się go do lekarza i na jego właśnie opinii polegało. Wieczorami czytało się dziecku lub z dzieckiem bajki. A teraz?

dsc_2622

Pracujemy z domu. Przynosimy pracę do domu. Jesteśmy pod telefonem całą dobę. Odpisujemy na maile bez względu na porę dnia. Praca jest naszym domem. Albo dom pracą. Zależy od punktu widzenia. Jedno jest pewne – nie pracujemy w systemie od godziny do godziny. Pracujemy cały czas. Mamy nienormowany czas pracy, który teraz tak ładnie nazywa się trybem zadaniowym. Nikogo nie interesuje ile pracujesz, co i kogo dla pracy poświęcasz, jeśli tylko Twoje zadania są wykonane. Po nocach. W weekendy. Podczas spacerów z dzieckiem. W trakcie zakupów. Bo alternatywą jest strata pracy, a na to nikt z nas nie może sobie pozwolić.

Kupujemy przez internet. Bo taniej. Bo wygodniej. Bo nie musimy wychodzić z domu. Bo małe badanie rynku możemy zrobić na smartfonie jedną ręką, drugą karmiąc dziecko. Bo jeszcze tylko porównamy ofertę dwóch sklepów internetowych i już zamawiamy. A maluszek? No przecież zadowolony bajkę ogląda i to nasze serfowanie po internecie wcale mu nie przeszkadza. Bo tak jest dużo szybciej i wygodniej niż jechać z malcem do sklepu.

dsc_2633

Katar? Kaszel? Wysypka? Doktor Google na pewno pomoże w zdiagnozowaniu choroby. Zaraz umówię wizytę w poradni, ale najpierw tylko zerknę, co to może być. Bo to tylko chwilkę potrwa. Nawet komputera nie trzeba uruchamiać, smartfon wystarczy. Zaraz sprawdzę, o co sugerują zapytać lekarza podczas badania. No i muszę przeczytać, jak przygotować dziecko do bilansu. I w te siatki centylowe zerknę, bo może on za mało waży. Porównam z wynikami na innej stronie, to przecież tylko chwila… A ten lek, co lekarz przepisał można takiemu małemu dziecku podać? Zaczekaj, zapytam na forum…

Książki papierowe, duże albumy z bajkami i przepięknymi ilustracjami, klasyka dziecięca… Kto to teraz kupuje? A kto autentycznie czyta? Czyż nie łatwiej jest puścić dziecku audiobooka? Minusów brak, za to same plusy. Dziecko zapoznaje się z literaturą. A co za różnica czy czyta mama czy znana aktorka? A my w tym czasie przecież nadal jesteśmy z maleństwem. Siedzimy w jego sypialni i słuchamy razem z nim… no nie, tak to jeszcze może dałoby się to zaakceptować. Ale prawda jest taka, że puszczamy tego audiobooka i wychodzimy. Albo siadamy obok z telefonem w ręku. Dwie pieczenie na jednym ogniu – dziecku zapewniamy dostęp do literatury, a sami mamy czas na zrobienie kilku przelewów, napisanie paru maili, pochwalenie się swoimi najnowszymi osiągnięciami na facebooku…

dsc_3430

Myślisz sobie teraz, że przecież to wszystko naprawdę zajmuje tylko chwilkę. Wcale nie siedzisz z tabletem w ręku cały dzień. Zerknąć na facebooka to parę sekund. Akurat wtedy, gdy dziecko poszło się napić. Nie zauważy przecież. A jak zajmie się klockami, to sprawdzisz maila. Krzywdy to dziecku nie robi żadnej, bo przecież jesteś tu, w tym samym pokoju, czas spędzacie razem… A w ciągu dnia, ile takich chwil Ci się zdarza???

Albo właśnie się oburzasz, bo przecież wcale tak nie robisz. Zawsze znajdujesz właściwy moment na wyguglowanie tych ważnych informacji i Twojemu dziecku wcale to nie szkodzi. A gdy zabierasz pociechę na spacer, telefon bierzesz tylko po to, żeby wiedzieć, która godzina. I co z tego, że podczas gdy mała czy mały bawi się w piasku, Ty odpowiesz na dwa czy trzy maile? Skoro masz już ze sobą telefon, a dziecko zajmuje się samo sobą…

Lub może myślisz, że zasługujesz na czas dla siebie. Bo przecież spędzasz 10-12 godzin w pracy, często przed komputerem, bo tego Twoja praca wymaga. Więc jak wrócisz zmęczony do domu, to chyba możesz sobie na chwilkę usiąść i sprawdzić, co tam nowego na facebooku i twitterze. Zasłużyłeś sobie… Pracujesz ciężko i należy Ci się odpoczynek… ze smartfonem lub tabletem w ręku…

I najgorsze chyba ze wszystkiego jest to, że myślisz, że robisz to dla dziecka, bo uczysz je niezależności, zabawy z samym sobą, pobudzasz tym kreatywność malucha… równocześnie niszcząc swoje z nim stosunki, ucząc go złych wartości, pokazując, że od drugiego człowieka ważniejszy jest na przykład internet…

Rodzicu, jesteś obecny w życiu swojego dziecka… fizycznie… Ale na dłuższą metę to nie wystarczy. Dziecko potrzebuje Twojej obecności duchowej. Potrzebuje wiedzieć, że gdy do Ciebie mówi, nie tylko je słyszysz, ale i słuchasz; że gdy się bawi, patrzysz na nie; że gdy jesteś z nim, myślisz o jego potrzebach, a nie o rachunkach do uregulowania.

Więc następnym razem, gdy zabierzesz swoje maleństwo na spacer, weź zegarek, taki normalny, ze wskazówkami, zamiast smartwatcha, telefonu czy tableta. Następnym razem, gdy przyjdziesz pobawić się z synkiem klockami czy z córeczką lalkami, patrz na swoją pociechę, zaobserwuj jak radzi sobie z trudnościami, zaoferuj pomoc, naucz współpracy zamiast samodzielności. Następnym razem, gdy będziesz kłaść pociechę spać, nie włączaj audiobooka, weź do ręki książkę, obejrzyjcie razem obrazki, przeczytaj choćby jedną stronę.

Bo wystarczy kilka minut dziennie być naprawdę obecnym przy swoim dziecku, ciałem i umysłem, świadomie, aby odkryć jak fascynującego małego człowieka mamy pod swoją opieką. I nie rób tego tylko dla siebie. Zrób to dla dziecka. Bo dzięki temu wpłyniesz pozytywnie na jego życie, stosunek do ludzi i świata, a także na sposób, w jaki traktować będzie kiedyś swoje dzieci.

Rodzicu, bądź obecny, bo Twoja obecność może zmienić świat.

dsc_3423

Reklamy