Wiem, co mnie zabije…

Każdy z nas kiedyś umrze. Każdy z nas czasem nawet zastanawia się kiedy i jak. Mnie akurat sposób ostatnio objawił się całkiem nagle i przerażająco. Wiem, co mnie zabije. Myśl ta być może powinna dać mi komfort jakiś, wprawdzie nie wiem, kiedy to się stanie, ale wiem jak. Unikać tej sytuacji w moim przypadku nie da się zupełnie, więc jedyna niewiadoma, to kiedy…

Zabije mnie poczekalnia u dentysty. Nie sam dentysta, nie ból na fotelu, nie zapach (smród) w każdym gabinecie, a poczekalnia… I co gorsze, nic z tym nie mogę zrobić…

dsc_0800

Do dentysty chodzić nienawidzę. Ale chodzę, bo muszę. Na szczęście planując wizytę każdy pacjent wie, że zmuszony będzie poczekać minimum tydzień czy dwa. I ma tę świadomość, że psychicznie przygotować się będzie miał czas. Ja tego czasu potrzebuję wyjątkowo sporo. Aż tu nagle dzwonią do mnie z gabinetu przełożyć wizytę – bo pani doktor za tydzień nie będzie, więc zapraszamy jutro. I co? Odmówić? Przyznać się, że w dobę to ja się nie zdążę mentalnie przygotować? No to idę. I czekam. Jak przy każdej wizycie u lekarza wiem, że skoro lekarz na wywieszce zaczyna przyjmować od 14-tej, to na sto procent wcześniej jak między 14:15 a 14:30 w ogóle w gabinecie się nie pojawi. A więc uzbrojona w kartkówki do sprawdzenia i najnowszego Cobena na kindle’u czekam. I nagle, po kilkunastu minutach wchodzi moja pani doktor. I dokładnie w tym momencie uświadamiam sobie, że to jest właśnie to, co mnie kiedyś zabije… Ciśnienie poszło mi w sufit, serce zaczęło walić tak, że pewna jestem, iż pacjent obok je słyszy, a atak paniki jest nie do opanowania. W poczekalni siedzę. Nawet nie w gabinecie jeszcze. Lekarka nawet jeszcze na mnie nie spojrzała, a ja już schodzę z tego świata. No paranoja jakaś…

dsc_0560

Trzy traumatyczne przeżycia w dzieciństwie miałam. No dobrze, zapewne było ich więcej, ale te trzy pamiętam i niejako definiują mnie w dorosłym życiu. Ok, może nie definiują, ale w jakiś sposób mnie ukształtowały.

Gdy byłam mała, mój o 9 lat starszy brat zgubił mnie w śniegu. Brzmi traumatycznie, prawda? No i w rezultacie boję się jeździć na sankach. Na tyłku, na kartonie, na jabłuszku – nie ma problemu. Sanki odpadają. Ba, ten strach to nie tylko o mnie. Z duszą na ramieniu patrzę, jak Ptyś na sankach jeździ. Któż to wymiślił taki śmiercionośny pojazd??? Przez lata strach ten był zupełnie nieuzasadniony. Aż pewnego dnia wyszło szydło z worka – jako małe dziecko sturlałam się bratu z sanek prosto w śnieg. Ukrywali to przede mną dwadzieścia lat. W końcu opowiedzieli traktując to jako zabawną anegdotę z mojego dzieciństwa. Oni mają anegdotę, a mnie trauma została…

Jako nieco starsze, ale nadal kilkuletnie dziecko, zostawili mnie bezczelnie w domu z babcią, a sami sobie poszli na jakieś wesele. Mieszkałam wtedy w piętrowym domku, takim z lat 70tych. My na górze, babcia z dziadkiem i drugą córką z rodziną na dole. Na weselu znaleźli się wszyscy oprócz mnie (bo mała byłam) i wujka ( bo akurat tego dnia pracował). Do opieki nade mną sprowadzono drugą babcię. I wieczorem, gdy było już ciemno, babcia wysłała mnie na dół sprawdzić czy drzwi wejściowe są zamknięte. „Bo przecież nie chcemy, żeby nam się tu złodziej włamał i zamordował śpiącego na dole wujka i nas, prawda?” Grunt to mieć podejście do dzieci… Wtedy właśnie dowiedziałam się o istnieniu złodziejów i morderców. I strach przed ciemnymi klatkami schodowymi, sprawdzaniem czy drzwi wejściowe są zamnięte, jak i awersja do babci tkwią we mnie od trzydziestu lat.

Trzecie i chyba najbardziej traumatyczne przeżycie związane jest oczywiście z dentystą. Od zawsze miałam słabe zęby. Moja rodzona matka próbowała winę za to zrzucić na mnie, twierdząc, że wszystko dlatego, iż gdy byłam malutka, to o zęby dbać nie chciałam. Niestety, tak się dla niej niefortunnie złożyło, że uwagę tą złożyła w obecności pani stomatolog. A ta spojrzała tylko na moją mamę i z pobłażliwym uśmiechem powiedziała: Pani Krysiu, przecież jako pielęgniarka wie Pani, że o takich rzeczach, jak stan zębów decyduje życie płodowe. A więc nie jest to wina córki, ale Pani… Punkt dla mnie. Ale nie zmieniło to faktu, że zęby słabe były, są i zawsze będą. Obecną stomatolog mam od lat chyba dwudziestu. Zna mnie na tyle dobrze, że wie, iż bez znieczulenia na fotel nie usiądę. Po pierwszych kilku latach przestała nawet przekonywać mnie, że zastrzyk znieczulający bardziej mnie boli niż całe to borowanie. Bo to nawet nie jest chyba kwestia bólu. W końcu Ptysia rodziłam bez znieczulenia z odwróconym mechanizmem porodowym. A więc ból zniosę. Ale przy borowaniu nigdy nie wiem, kiedy on się zacznie i skończy i chyba tu jest pies pogrzebany. Boję się tej nagłości bólu – i nie, nie jestem stuprocentowo przekonana czy słowo „nagłość” istnieje, ale paduhe tu idealnie. Koniec dygresji. A więc obecną Panią stomatolog toleruję i zmieniać jej nie zamierzam. To nie ona przyczyniła się do moich ataków paniki. Traumatyczne przeżycia z gabinetu dentystycznego noszę w sobie od niespełna trzech dekad, kiedy to praktykantka (!!!) wyrywała mi szóstki kawałek po kawałku, korzeń po korzeniu. A szóstka ma takowe korzenie trzy… I od tamtej pory każda wizyta u dentysty poprzedzana była kilkutygodniowym przygotowaniem psychicznym, przekonywaniem zębów, że wcale nie bolą i dużą ilością pyralginy w tabletkach. Teraz już jest lepiej, wystarczy mi lekki ból i sama osobiście dzwonię. Nie muszę przygotowywać się kilja tygodni, półtora wystarczy. A i leków przeciwbólowych nie stosuję. I wiem też, że zawsze mogę liczyć na znieczulenie. Więc o co chodzi z tym atakiem paniki???

Moja internistka czy lekarz pierwszego kontaktu czy lekarz rodzinny czy jak oni się teraz nazywają oglądając moje ekg zawsze mówi, że za dużo stresów mam w życiu i mam się przestać denerwować. Nawet gdy jestem nad wyraz spokojna i radość ze mnie wypływa na prawo i lewo, na ekg zawsze coś jest nie tak i słyszę, że mam się nie stresować. Czasem nawet pada komentarz, że ona sobie zdaje sprawę, że z trzema facetami w domu to może być trudne… Więc wracając do mojego ataku paniki w poczekalni u stomatologa, ciekawe co by mi pani doktor poradziła, gdyby tam na miejscu zrobiła mi ekg…

Wiem, co mnie zabije… niekontrolowany atak paniki w poczekalni u dentysty… Przed następną wizytą jakieś valium muszę skombinować, bo trochę wstyd, żeby potem ludzie opowiadali, że szlag mnie trafił czekając na lekarza…

dsc_0678

Ps. Fotek związanych z tematem brak. A że Londyn jest dobry na wszystko… 😉

Reklamy