Wszystko tak naprawdę zależy od odpowiedniej organizacji i umiejętności planowania i przewidywania. No i od punktu widzenia. Bo każdy kwestię tego, ile kosztuje dziecko postrzega zupełnie inaczej. Co jest zbędne, co niezbędne… Na czym warto oszczędzać, a w co zainwestować… Wszystko jest bardzo subiektywne…

Odkąd pamiętam chciałam dwójkę dzieci. Powód ku temu miałam bardzo przyziemny. Nie chciałam, aby to pierwsze kiedyś zostało samo. Nie wiemy co i kiedy przydarzy się nam czy naszym bliskim. Wszyscy chcemy żyć wiecznie, oglądać jak dorastają nasze dzieci, wnuki i prawnuki. Ale jeśli coś by się kiedyś nam, rodzicom, przydarzyło, nie chciałabym, żeby Ptyś został na świecie sam. Wujek, ciocia, kuzyn, kuzynka, nawet mąż czy żona to nie to samo co najbliższa rodzina, ktoś z kim się wychowało, ktoś kogo się zna prawie całe swoje życie. Bez względu na to, jak blisko czy daleko rodzeństwo jest ze sobą, na zawsze pozostanie rodzeństwem. I żal mi jedynaków, że nie mają brata czy siostry, kogoś, na kim mogą się oprzeć, świadomości, że gdy rodziców zabraknie to oni nie zostaną sami…

A więc będąc przekonaną o tym, że prędzej czy później drugie dziecko pojawi się na świecie, wszystkie rzeczy Ptysia skrzętnie chomikowałam. Do momentu, gdy moja druga połowa powiedziała, że drugiego dziecka nie chce. Wtedy część zabawek powędrowała do przedszkola, a kilka ubrań się sprzedało. Chlip… Ale mężczyzna zmiennym jest i po jakimś czasie temat drugiego dziecka powrócił. Dziwnie powrócił. Nie było rozmów, dyskusji, zastanawiania się. Ojciec dzieci moich obu wrócił pewnego wieczora z parkingu i powiedział, że gotowy jest na drugie dziecko. I po półtora roku Maleńtas pojawił się na świecie. Z góry zaplanowane było, że będzie chłopczyk, bo cała szafa reklamówek z ciuszkami, kilka regałów zabawek, dwa rowerki, mata edukacyjna, karuzelka do łóżeczka i mnóstwo innych rzeczy po Ptysiu w piwnicy czekało.

Musieliśmy oczywiście pokoik przyszykować, mebelki kupić, w wózek głęboki się zaopatrzyć, kosmetyki i pieluszki nabyć, bo tych recyklingować się nie da, jeśli używa się jednorazowych. Ale w naszym przypadku drugie dziecko kosztuje niewiele. Oczywiście te pieluchy koszmarne nadal kupujemy, bo Maleńtas sceptycznie podchodzi do odpieluszkowania. Mleko, kaszki, jedzenie – na to wydawać nadal trzeba. No i buciki czasem zdarza nam się kupić, jak te po Ptysiu, ledwo używane, nie pasują. Zabawek mamy ilości zastraszające. To samo jeśli chodzi o ubrania. Spokojnie moglibyśmy w kwestii ciuszków i zabawek polegać tylko na tym, co zostało po Ptysiu. I równocześnie ubierać dwoje czy troje dzieci, bo tyle tego jest. Ale oczywiście czasem nie można przejść obojętnie obok ślicznego rampersika z Tygryskiem…

Obraz00020

Dzięki tym wszystkim rzeczom, które mamy po Ptysiu, mogliśmy sobie pozwolić na kilka ekstrawaganckich zakupów, gadżetów, których 9 lat temu nie było, na które – jeśli już były – nie było albo szkoda było, pieniędzy. I tak w rundzie drugiej miałam sterylizator i podgrzewacz, babycook do gotowania, stosunkowo drogie akcesoria do karmienia, bujaczek dla niemowląt, torby dla mamy, których cena niejednego o zawrót głowy przyprawia, zabaweczki dla niemowląt z naprawdę wysokiej półki… I na to wszystko pieniądze się znalazły tylko i wyłącznie dzięki recyklingowi rzeczy po Ptysiu. Tak po prawdzie, mogę przyznać szczerze, że pieluchy i jedzenie – mleko i kaszki, a wcześniej i słoiczki z obiadkami, to jedyne rzeczy, które musiałabym kupować. Reszta to po prostu kaprys. Mam na to, to kupuję. Nie mam, nie kupuję i nic złego się nie dzieje.

blog

Ktoś może mi zarzucić, że przez siedem lat moda się zmieniła i dziecko moje nie wygląda trendy. Po pierwsze, nie zmieniła się tak bardzo. Nadal króluje Kubuś Puchatek, Tomek i Auta. Chłopcy nadal noszą spodnie i t-shirty. I nadal dzieci rosną tak szybko, że założywszy body dziecku trzy razy, przy czwartym już będzie za małe. Po drugie, dziecko naprawdę ma w nosie czy wygląda trendy. Tak samo łatwo brudzi się teraz bluzeczkę z Minionkami, jak kiedyś z Franklinem. Trendy czy nie, moje dziecko ubrane chodzi. A zdarzają mu się dni, kiedy nie ma na sobie absolutnie nic nowego, a wszystko po bracie, poczynając od skarpetek a na kapelusiku kończąc. I szczęśliwy jest. I nie narzeka. A my dzięki temu mamy na coraz to nowsze zwierzątka z Lego Duplo.

Oczywiście zupełnie inaczej wygląda sprawa, gdy trafią się dzieci innej płci… Ale ja nie wiem, i wiedzieć już nie będę, jak wtedy wszystko gra lub właśnie nie gra od strony finansowej. Przypuszczam tylko, że malinowo nie jest…

Reklamy