Pierwsze dziecko to totalny chaos. Koniec świata. Armageddon swego rodzaju. Niby jesteśmy przygotowani, obserwowaliśmy znajomych i wiemy, czego nie robić, przeczytaliśmy zalecaną literaturę i wiemy, co robić, a mimo wszystko, jak już przyjdzie co do czego, budzimy się nagle z ręką w nocniku – czasem dosłownie – i zszokowani jesteśmy, jak bardzo teoria różni się od praktyki.

I wtedy pojawiają się starsi sąsiedzi, doświadczeni dziadkowie, a nawet i obcy ludzie, którzy mówią nam rozbrajająco, że przy drugim dziecku jest łatwiej. Ale jak tu się zdecydować na drugie, skoro przy pierwszym ledwo uszliśmy z życiem i przy odrobinie szczęścia te groźby rozwodu nie zostały spełnione? Bo jak może być łatwiej?

Ano okazuje się, że może, a nawet jest. To pewnie kwestia bardzo indywidualna, ale nam się najwyraźniej poszczęściło. Już od samego początku było o wiele łatwiej…

Obraz00001

Maleńtas, inaczej niż Ptyś, przyszedł na świat po cesarsku. A mama już po 24 godzinach była „up and about”. W życiu nie spodziewałam się, że tak szybko można dojść po cc do siebie. Bo straszyli, że tak ciężko będzie… To ja im na złość postanowiłam zrobić i jak już po pełnej dobie leżenia pozwolili z łóżka wstać, to zdecydowałam nie kłaść się ponownie. I najważniejsze, przeciwnie do sytuacji po narodzinach Ptysia, tym razem mogłam spokojnie i bezboleśnie siadać. Dzień po powrocie ze szpitala piekłam muffinki. Obiady gotowałam normalne. I właściwie wszystko, co trzeba było zrobić, robiłam normalnie. Bez dziecka przyklejonego super glue. Bo Maleńtas spokojnie w bujaczku leżał. Albo wpatrywał się w karuzelkę z Kubusiem Puchatkiem w swoim łóżeczku. I w końcu, po siedmiu latach, karuzelka używana była zgodnie z przeznaczeniem. Bo Ptyś głęboko w poważaniu miał i karuzelkę, i Kubusia…

Obraz00012

Decydując się na drugie dziecko postanowiłam odważnie, że tym razem będzie inaczej. Nie dam się dziecku uwięzić na kanapie na pół roku. Nauczę bawić się samemu. Pozwolę innym się nim zająć, aby mieć choć trochę wytchnienia. Oczywiście Maleńtas nie zawsze szedł mi na rękę i nie wszystko udało się tak, jak to planowałam, ale jest łatwiej.

Obraz00002

Bo przy drugim dziecku nie wpada się w paranoję i nie leci do pediatry po jednym kaszlnięciu. Przy drugim dziecku nie myśli się o wstrząśnieniu mózgu po tym, jak dziecko uderzy się o drabinkę w łóżeczku. Przy drugim dziecku więcej się eksperymentuje z jedzeniem – Maleńtas zaczął jeść „nasze” jedzenie przed ukończeniem roku życia, podczas gdy Ptyś chyba przed trzecimi urodzinami siedząc na hokerze (takie wysokie krzesło barowe) postanowił zeżreć mamie roladę z serem żółtym w sosie pomidorowym pozbawiając ją tym połowy obiadu… Przy drugim dziecku jadąc do dziadków na dwie godziny nie bierze się torby zabawek… bo babcia przecież ma garnuszki i miseczki, a dziadek fajne narzędzia. Gdy drugie dziecko kamyczek weźmie do buzi, mówimy, że florę bakteryjną musi rozwijać, a nie lecimy od razu tej buzi dezynfekować. Gdy drugie dziecko spadnie z hokera, mama zapyta „Żyjesz?”, dziecko mówi „Tak” i oboje wracają do swoich obowiązków – mama do robienia obiadu,  a Maleńtas do włażenia z powrotem na hoker.

Obraz00003

Przy drugim dziecku jest łatwiej, bo nie panikujemy z byle powodu. Nabieramy większego dystansu. Nauczeni doświadczeniem nie popadamy tak łatwo w paranoję. I ma to dwie najważniejsze zalety. Po pierwsze, jako rodzice jesteśmy bardziej wyluzowani. Oczywiście nadal się martwimy, boimy o nasze dziecko, uważamy na nie. Ale nasz dystans do wszystkiego jest większy. Nie lecimy na złamanie karku, bo być może zaraz się przewróci. Nie wyrywamy z małej rączki ciasteczka zebranego z podłogi, bo może jak z tej rączki wypadało to się ubrudziło. Nie przebieramy dziesięć razy na dobę, bo tu się soczek wylał, a tam jogurcik z łyżeczki spadł. Dziurawe spodnie też już nie robią na nas wrażenia. Przy drugim dziecku jesteśmy swobodniejsi i bardziej odważni. A po drugie, pozwalamy dziecku samemu poznawać świat dając mu więcej swobody i wolności. I to w mojej rodzinie jest najbardziej zauważalna różnica pomiędzy moimi dziećmi. Ptyś mając lat dziewięć nadal przychodzi i jęczy „Pobaw się ze mną”. Maleńtas mając lat całe dwa sam sobie znajduje zajęcia. Fakt, nie zawsze akceptowalne, ale punkty za kreatywność dostaje. Maleńtas nie potrzebuje rodziców, żeby się bawić. Ma swój pokój i swoje zabawki. Ma pokój i zabawki brata. Ma sypialnię rodziców, gdzie chodzi chować się pod kołdrą. Ma kuchnię, z której notorycznie kradnie ubijaczki do jajek czy śmietany. Ma milion pomysłów na zabawę i nigdy się nie nudzi. Bo jest drugim dzieckiem. A przy drugim jest łatwiej.

Obraz00009

Tylko jak tak wstecz patrzę, to okazuje się, że nikt nigdy nie odważył się nam powiedzieć, że choć przy drugim dziecku jest łatwiej, to z dwójką dzieci już niekoniecznie…

Reklamy