Nasze trzecie greckie wakacje zorganizowane i kolejna wyspa na K. Wymagania podobne, jak poprzednio. Hotel dla rodzin z dziećmi, animacje dla dzieci, spokojna okolica. I tym razem z tą okolicą przesadziliśmy… Dziura na końcu świata. Najbliższe miasteczko kilka kilometrów od hotelu. Trzy sklepiki na krzyż, w których to właściciele prześcigają się w podnoszeniu cen. I najgorsze ze wszystkiego – nie ma absolutnie gdzie spacerować. Poprawka – nie ma gdzie spacerować z wózkiem, żeby jednocześnie coś zobaczyć.  Plaża przy hotelu długości 10 metrów. Ulice prowadzące donikąd – z lewej coś w rodzaju lasu, z prawej coś w rodzaju lasu… Oj przesadziliśmy tym razem z rozmiarem dziury, w której spędzamy wakacje…

Obraz00001

Ambitnie myśleliśmy, że dwulatek na takim wyjeździe da radę wytrzymać. W końcu dwa latka to sporo. A na Kosie i Krecie widzieliśmy ludzi z dziećmi poniżej roku… Desperaci… Nasz Maleńtas w Londynie roczek miał, więc Grecja z dwulatkiem to pikuś… No on w sumie wytrzymał… czasem było lepiej, czasem gorzej… To raczej my mieliśmy problem, aby wytrzymać z nim…

Pierwszy dzień, dziecko boi się basenu. Fakt, też bym się pewnie bała, gdyby mnie wsadzili do „brodzika” o głębokości 60cm, podczas gdy mój wzrost to 87cm… No taki pseudo brodzik zrobili… A do tego inne dzieci mają wiaderka i konewki i foremki, a Maleńtas ma tylko piłeczkę, 8 baryłeczek do przelewania wody, chmurkę Plui i 6 muszelek kolorowych… No tośmy wiaderko z konewką i foremkami kupić musieli. I piłeczkę ze świnką Peppą…

Obraz00007

Dzień drugi, próbujemy wsadzić Maleńtasa do basenu w kółku dmuchanym. A on, że nie chce i już. Tośmy mini ponton kupili, bo bez sensu, żeby dziecko do basenu nawet nie weszło. A jak już weszło, to okazało się, że nie ma lepszej zabawy niż picie wody z basenu, oblizywanie rączek i zabawek… bo słonawa woda, a dzieci lubią sól… eh…

A jak już się Maleńtas oswoił z basenem, to zaczął rozrabiać. Pędząc do basenu – jak on to zrobił, że się nie przewracał sama nie wiem – zbierał po drodze wszystko, co mu się napatoczyło, cudze oczywiście, i wrzucał z zapamiętaniem do wody. A matka, jak ta wariatka, wyławia z jednego basenu i przeprasza właścicieli utopionych kapci i piłeczek, podczas gdy Maleńtas leci do drugiego basenu, zgarniając po drodze inne skarby…

Obraz00006

Jednak po kilku dniach doszłam do wniosku, że są na Korfu, ba nawet w naszym hotelu, więksi desperaci od nas. My chociaż poczekaliśmy aż Maleńtas skończy dwa latka. W pseudo brodziku natomiast pojawiły się dwie, polskie oczywiście, rodzinki z dzieciątkami – jedno cztery miesiące miało, drugie sześć. I podczas gdy to czteromiesięczne darło się w niebogłosy siedząc w specjalnym kółku dmuchanym z dziurkami na nóżki, a to sześciomiesięczne walczyło o życie wrzucone do baseniku z mini kółkiem dmuchanym na szyi (i gdzie tu wyobraźnia jakaś, drodzy rodzice?), to moje po prostu jak Robin Hood zabierało tym, co mieli i wrzucało do wody.

Obraz00003

A jak inni rodzice radzą sobie podczas takich wakacji? Ano wszystko zależy od wieku dziecka, ale generalnie tendencje są dwie, z tego, co dane nam było zaobserwować. Jeśli jedzie się z dzieckiem poniżej roku, to pozwala mu się najpierw płakać, a po 15 minutach wyć – albo w kółku w basenie, albo w wózku obok basenu. A jeśli ma się dziecko starsze niż rok, to bez względu na to, gdzie akurat się przebywa – czy to jadalnia, czy leżaki na basenie, czy recepcja, czy restauracja – daje mu się tablet, ewentualnie smartfona i można zająć się spokojnie popijaniem drinków nie zwracając zupełnie uwagi na dzieci. No każdy sobie (nie) radzi, jak potrafi…

Obraz00005

Ale dla nas, amatorów podróżników, najważniejsze to, aby móc coś zwiedzić, coś ciekawego zobaczyć. To i spędziliśmy dni całe cztery próbując znaleźć coś ciekawego do zwiedzenia i zobaczenia. Generalnie, ponieśliśmy na tym polu porażkę. Może dlatego, że patrzyliśmy na Korfu przez pryzmat tego, co widzieliśmy na Kosie i Krecie. Szukaliśmy klimatycznych miasteczek, starożytnych ruin, interesujących zabytków. A znaleźliśmy jedno urokliwe miasteczko, pałac austriacki nijak mający się do starożytności i dużo dużo niczego. Przyznaję, że byliśmy ograniczeni lekko dwulatkiem, jego temperamentem i wózkiem, więc takie atrakcje, jak wycieczka do Albanii, to niestety nie dla rodziny z małym łobuziątkiem.

Obraz00004

Na kolejne greckie wakacje – jeszcze nie zdecydowaliśmy czy będą one przed ukończeniem przez młodszego osiemnastego roku życia czy nie – zamierzamy wybrać mniej odludne i bardziej sprzyjające spacerom i zwiedzaniu miejsce. Choć oczywiście jeśli ktoś wakacje chce spędzić nie wychodząc z hotelu, leżąc na basenach i popijając drinki, na Korfu na pewno się odnajdzie. My, stety lub nie, mamy większe ambicje i Korfu naszych oczekiwań raczej nie spełniło.

Obraz00002

Reklamy