U Ptysia bunt dwulatka rozpoczął się bardzo wcześnie. Miał rok i kilka miesięcy, gdy się zaczęło. Wcześnie? Okazuje się, że jednak nie wcześnie. To tylko terminologia myląca jest. 

Image00004

Miesiąc czy dwa przed drugimi urodzinami Ptysia zaczęłam czytać książkę „Język dwulatka”. Już w pierwszym rozdziale jednak okazało się, że to najwyraźniej ja wiek dziecka źle postrzegam. Bo mój syn dwulatkiem stał się po ukończeniu pierwszego roku życia. Wkroczył w rok drugi, więc stał się dwulatkiem. I właśnie wtedy, gdy skończył roczek, powinnam była przeczytać książkę o dwulatkach, a nie rok później… może wtedy by mnie ten bunt nie wziął tak z zaskoczenia? A tu, głupia ja, o rok do tyłu byłam… Tylko czemu w takim razie bilans dwulatka robią po drugich urodzinach?

Image00001
Niby to logiczne – po pierwszych urodzinach rozpoczyna się drugi rok życia, więc skoro masz skończony rok, to leci Ci drugi, więc jesteś dwulatkiem. Skoro kilka tygodni temu ukończyłam 35 rok życia, to oficjalnie leci mi trzydziesty szósty. Jednak ja takie postrzeganie wieku niniejszym bojkotuję i  w ramach sprzeciwu cały kolejny rok we wszelkich ankietach będę zaznaczać rubrykę 30-35. Bo przecież 36-40 wygląda po prostu przerażająco…

Wracając do buntu dwulatka… Ptysiowy okres buntu objawiał się wręcz złowrogo. Było darcie się. Było rzucanie zabawkami. Było walenie głową w ścianę. A że, jak ustaliliśmy już w jednym z poprzednich postów, mam lekkie tendencje do paranoi, po ukazaniu się tego ostatniego objawu buntu konsultacja neurologiczna była nieunikniona. Bo któż o zdrowych zmysłach wali głową w ścianę? A no małe dziecko, jak powiedział pan doktor neurolog. I to nie tylko moje, jak się okazuje…

Image00002

No więc z buntem dwulatka w wieku rok i kilka miesięcy zaczęliśmy walczyć. To było jeszcze zanim przeczytałam te „mądre” rozdziały o buncie w „mądrych” książkach. No więc zwracaliśmy uwagę, mówiliśmy łagodnie, przytulaliśmy… I nic. Choć w sumie nie nic – czasem w ramach podziękowania zdarzyło nam się autkiem oberwać. No to nie zwracaliśmy uwagi, ignorowaliśmy zachowanie wierząc, że przejdzie… I nic. Choć rykoszetem książeczką też zdarzyło nam się dostać. Wprawdzie nie waliliśmy głowami w ścianę, ani nie rzucaliśmy w Ptysia zabawkami, ale przyznać ze wstydem muszę, że darcia się  próbowaliśmy. Z efektem marnym, bo na Ptysiu nasz krzyk wrażenia nie robił żadnego. On hałas zawsze lubił… No więc, po przeczytaniu poradników, przyjmowaliśmy do wiadomości jego uczucia, tłumaczyliśmy, że ma prawo się złościć, mówiliśmy, że tę złość rozumiemy i proponowaliśmy inne sposoby na jej odreagowanie… Ptyś zaczął walić głową w podłogę… No jakby na to nie patrzeć, jest to inny sposób… cel osiągnięty?

Image00005

My z siebie wychodziliśmy próbując coraz to nowszych i bardziej abstrakcyjnych metod na poradzenie sobie z buntownikiem – dwuletnim, trzyletnim, czteroletnim… – a buntownik coraz to nowsze sposoby na okazanie swojego buntu znajdował. Gdy zaczął wyrażać swoje emocje werbalnie, do repertuaru fizycznej ekspresji buntu doszła leksyka. Nie lubię Cię. Głupia jesteś. Idź sobie. Śmierdzący jesteś. Nie zawsze niestety udało nam się zachować powagę słysząc takie obelgi…

Celem nadrzędnym od początku było buntownika nauczyć panowania nad złością. Czego ja nie próbowałam… Tupaliśmy namiętnie, aby się tej złości pozbyć. Złość niestety zostawała, za to sąsiedzi musieli od zmysłów odchodzić. Liczyliśmy do dziesięciu, aby się uspokoić. Spokoju nie osiągnęliśmy, ale w przedszkolu panie były zachwycone umiejętnościami liczenia Ptysia. Zwijaliśmy kartki papieru w kuleczki i skakaliśmy po nich, żeby ta złość piętami nam wyszła. Złość nie wyszła, ale ileśmy papieru zmarnowali… Siadaliśmy w kąciku i głeboko oddychaliśmy. Po jednym głebokim oddechu Ptyś stwierdzał, że ma dość i że lepiej w matkę autami ciskać. A z własnej głupoty i braku doświadczenia metalowe mu kupowaliśmy, nie plastikowe…

W efekcie żyjemy z buntem i dziecięcą złością od lat. Ptyś ma ich skończone dziewięć, a jego bunt dwulatka nadal trwa…

Image00007

Pomna przeszłych doświadczeń, początek buntu Maleńtasa zauważyłam dość wcześnie. Bo teraz już przecież wiem, że bunt dwulatka objawia się w drugim roku życia, a nie po jego ukończeniu. Całe szczęście jak dotąd Maleńtas swój bunt wyjątkowo łagodnie okazuje. Sporadycznie zdarzy mu się cisnąć jakąś zabawką. Czasem nawet uda mu się zupełnie przypadkowo w kogoś nią trafić. Ale wystarczy, że zauważy, iż kogoś uderzył, potrącił, nadepnął czy po prostu przeszedł zbyt blisko, a cała jego złość ulatuje i ustępuje miejsca empatii – Maleńtas z obawą, że mógł komuś sprawić ból przybiega od razu, daje buziaka, głaszcze i przytula. A złość odchodzi w niepamięć. I to jest mój sposób na jego bunt dwulatka. Przyznaję, że czasem muszę się podłożyć, ale to takie poświęcenie dla dobra ogółu. Ale wystarczy, że zrobię smutną minkę i powiem „ała”, a Maleńtas ze zbuntowanego dwulatka zamienia się w uczuciowego i żałującego swych czynów dwulatka. Nie wiem tylko, jak długo ten trik będzie na niego działał…

Image00008

Image00006

Bycie dwulatkiem, trzylatkiem, czterolatkiem, dziewięciolatkiem czy nawet, a może przede wszystkim, trzydziestopięciolatkiem jest trudnym doświadczeniem. Bunt dwulatka odczuwamy i przeżywamy wszyscy, bez względu na wiek. Nasze otoczenie, bez względu na wiek, również go odczuwa. I po prostu każde z nas, ponownie bez względu na wiek, musi nauczyć się z nim żyć. Bo cokolwiek by Wam nie mówiono, z buntu dwulatka nikt z nas nigdy nie wyrasta…

Reklamy