Umiem pływać. Ale najlepiej mi to idzie, gdy wiem, że pod stopami całkiem niedaleko mam grunt. I zupełnie idiotycznie i bezmyślnie czasem próbuję sprawdzić, czy stopami tego gruntu dotknę. W ten właśnie sposób będąc dzieckiem o mało nie utopiłam się pierwszy raz. Nie pamiętam nawet, ile miałam lat. Pamiętam, że był to 22 lipca – moje imieniny, byłam z kuzynką i jej rodzicami nad wodą i chciałam sprawdzić, czy piasek mam pod nogami. Nie miałam…

Drugi raz, gdy o mało co się nie utopiłam był równie pamiętny, gdyż miał miejsce podczas naszej podróży poślubnej…

O Egipcie i piramidach marzyłam od podstawówki. W tamtych czasach było to marzenie raczej nie do zrealizowania. Obecnie, wakacje w Egipcie raz po raz niebezpieczne, ale w zasięgu możliwości. I z takiej możliwości skorzystaliśmy i do Egiptu wybraliśmy się lata temu w podróż poślubną.

Egipt nie do końca spełnił moje nastoletnie oczekiwania. Kraj to niebezpieczny, zwiedzanie bez konwoju żołnierzy nie wchodziło w grę, a miasteczka turystyczne niczym nie przypominały Egiptu, o którym czytałam będąc dzieckiem. Dodatkowe atrakcje w postaci silnego poparzenia słonecznego i anginy ropnej nie pomogły.

 

I właśnie ta angina zepsuła mi wizytę w Kairze i zwiedzanie piramid, o czym marzyłam już mając lat naście. Bo okazuje się, że wielogodzinna podróż autokarem z wysoką gorączką, bólem gardła i jedynym dostępnym środkiem przeciwbólowym – trzema paczkami Hallsów, nie jest tak przyjemna, jak mogłoby się wydawać. Piramidy widziałam, nawet do jednej udało mi się wczołgać. Jak z niej wyszłam, nie pamiętam. Sphinxa z daleka jedynie dałam radę oglądać, bo akurat wtedy moja gorączka i temperatura na zewnątrz zrobiły sobie wyścig, która osiągnie wyższą wartość. A potem pojechaliśmy do muzeum w Kairze. To chyba mój ulubiony moment wycieczki. Dlaczego? Bo tam, w jednej sali ze względu na specyfikę eksponatów, była klimatyzacja… A na zakończenie wycieczki, w drodze powrotnej zepsuł się nasz autokar…

Wycieczka do Luksoru była sukcesem. Wszyscy zdrowi, temperatura i ciała, i powietrza zadowalająca i nic się nie zepsuło. Więc o czym tu pisać?

IF

IF

IF

No a jak mój mąż prawie został wdowcem? A no wybraliśmy się na snorkeling… Mieliśmy okulary i rurki do oddychania i nawet te takie płetwy specjalne. Wywieźli nas na jakąś śliczną wysepkę, gdzie niedaleko od brzegu rafy koralowe były. Woda do pasa, czyściuteńka, koralowce i inne takie przepiękne nawet, gdy patrzyło się na nie bez zanurzania.

IF

IF

Ale problem numer jeden – nikt mnie nie poinformował, że w tych płetwach to się normalnie nie da chodzić. Ja blondynką wtedy byłam, więc nie było to dla mnie oczywiste. Problem numer dwa – nie umiem oddychać ustami. A że blondynką wtedy byłam, powtórzę, to sobie zapomniałam, że mając głowę pod wodą powinnam chociaż spróbować przez tę rurkę w ustach oddychać… No i w rezultacie, próbując iść do przodu w płetwach przewróciłam się i znalazłam się pod wodą, gdzie inteligentnie próbowałam oddychać nosem… I w ten sposób, drugi raz w życiu bardzo bliska byłam utopienia się… w wodzie do pasa… i płetwach…

Reklamy