Mamy już idealny kubek niekapek, a więc pora na kubek niewysypek. Bo przecież nie ma nic ważniejszego, niż w pewnym momencie swojego życia posiadać kubek niewysypek. Jak wychowałam swoje pierwsze dziecię nie tylko nie posiadając, ale wręcz nie wiedząc o istnieniu kubków niewysypków, jest zagadką. I teraz, gdy nie dość że o nich wiem i piszę, a nawet posiadam dwa, zaczyna do mnie docierać, że to pewnie brak kubka niewysypka za młodu jest powodem niezdarności podczas jedzenia mojego starszaka…

A tak poważnie, gdy pierwszy raz przeczytałam nazwę „kubek niewysypek” bardzo mi się spodobała, ale nie miałam zielonego pojęcia co to jest, do czego się tego używa i czemu jest obecnie tak potrzebne – potrzebne, czyli trendy i trzeba mieć. No i mam. Dwa. Bo trendy mamą jestem.

Sama idea pudełeczka na przekąski jest naprawdę dobra. Gdy Ptyś był mały za pojemnik na przekąski służył nam woreczek lub pudełeczko na kanapki, które obecna młodzież (czytaj mój syn) nazywa śniadaniówką. I daliśmy radę. No ale 8 lat temu, jestem w stanie założyć się o to, kubki niewysypki nie istniały.

Kubek niewysypek to po prostu mały pojemnik, jak milion innych, ale, w przeciwieństwie do miliona innych, ma pokrywę z gumowymi wypustkami, które nie pozwalają temu, co w środku wyspać się na zewnątrz. Stąd, niewysypek. Ale niestety z punktu widzenia małego dziecka, kubek niewysypek przez pierwsze miesiące używania to kubek niewydostek – choćby nie wiem jak małe rączki próbowały ciasteczek czy chruptasiów z kubka nie wydostaną. Stąd, niewydostek.

A teraz już tak naprawdę na poważnie. Kubki niewysypki posiadam dwa. Pierwszy, jaki kupiłam to kubek firmy Tommee Tippee. Pasował nam do butelek, miseczek, łyżeczek i pierwszego niekapka – wszystko konsekwentnie było Tommee Tippee. Kubek spełnił swoją rolę bardzo dobrze – ani nic się z niego nie wysypywało, ani Maleńtas nie umiał sam sobie nic wyjąć. Ale chrupki po pewnym czasie traciły swą chrupowatość, owocki wysychały, biszkopty twardniały, a ciasteczka wilgotniały. Bo kubek ten, moi drodzy, nie posiada dodatkowej pokrywki. Ale idealnie mieści się do torby, Maleńtas już umie z niego korzystać i generalnie trzymamy w nim przekąski, które albo szybko zjada, albo wiem, że nic się z nimi nie stanie.

DSC_7359DSC_7361

Drugi kubek niewysypek, jaki sobie sprawiłam to kubek z sówką skip hop. Jaką sówką?, zapytacie. A no była sobie sówka z przodu na kubku. Ale że zdarza mi się często akcesoria Maleńtasa myć, gdy są brudne, to sówki już nie ma. I to jest jedyny minus kubeczka skip hop, jaki odkryłam. Kubeczek ma uchwyt, za który Maleńtas trzyma jedną rączką, a drugą wygrzebuje pyszności. Dzięki uchwytowi kubek bardzo rzadko ląduje na ziemi, a jak już ląduje, to celowo – Maleńtas fantazję ma i co rusz czymś rzuca. Ale kubek z rączek mu nie wypada, co niestety zdarza się, gdy używamy tommee tippee. A najważniejsza cecha kubeczków skip hop, to szczelna pokrywka. To dzięki niej biszkopty pozostają mięciutkie, ciasteczka chrupiące, a Maleńtas zadowolony.

DSC_8400DSC_8402

 

Czy można poradzić sobie bez kubka niewysypka? Oczywiście. Czy posiadanie go w jakikolwiek sposób ułatwia życie? Raczej nie. Ale główną rolą gadżetów jest bycie fajnym i trendy. I kubki niewysypki zdecydowanie tę rolę spełniają.

Reklamy