W ubiegłym roku obchodziliśmy dziesiątą rocznicę ślubu. Z reguły ludzie z tej okazji jadą do Paryża, podziwiają wschody słońca nad Niagarą czy też idą do kina i restauracji.

W Paryżu jeszcze nie byliśmy, wschody słońca podziwiać możemy chcąc nie chcąc (raczej nie chcąc) codziennie odkąd Maleńtas się urodził, w kinie ostatni raz byliśmy na drugiej części Hobbita, a w restauracji razem na urodzinach teścia 3 lata temu… Zresztą, te wszystkie rzeczy to takie cliché, a my jesteśmy wyjątkowi. W końcu planujemy dziesiątą rocznicę obchodzić tylko raz. A więc myśląc outside the box, bardzo niestereotypowo, na dziesiątą rocznicę ślubu kupiliśmy sobie kosz na śmieci. Ja wiem, jak to brzmi, ale nie, to nie jest żadna metafora czy wyrażenie idiomatyczne. Autentycznie kupiliśmy kosz na śmieci. Ale to przecież nie jest taki normalny, zwyczajny, przeciętny kosz. W końcu to dziesiąta rocznica ślubu była!

Okazuje się, że ile miast w Polsce, tyle sposobów na segregację śmieci. U nas jest stosunkowo prosto i oby tak zostało. My dzielimy śmieci na trzy rodzaje: mokre, suche i szkło. Nie bawimy się w różne rodzaje/kolory szkła. Nie oddzielamy osobno plastiku czy makulatury. Ale i tak trzy osobne kosze na śmieci w naszej małej kuchni, tradycyjnie pod zlewem zmieścić się za nic w świecie nie chciały. No może gdybyśmy filtr do wody wyrzucili…

I jak to w moim życiu najwyraźniej bywa, idealny kosz na śmieci sam mi na oczy naszedł. Sam się znalazł online, sam się w sklepie w Londynie napatoczył, bo na schodach stał i przejść mi obojętnie obok siebie nie pozwolił. Na dół szłam, po papilotki do mini muffinek, takie ładne czerwone w serduszka. Bo tylko w jednym jedynym sklepie w Londynie koło Harrodsa są takie, co mi do mini muffinkowych blach kupionych w Londynie w innym sklepie kuchennym pasują. I idę sobie na dół po schodach, bo wiem, że te papilotki tam na mnie czekają, wytrwale i dzielnie czekają od lat wielu w tym samym miejscu, więc kupuję przynajmniej dwie paczki przy okazji każdej wizyty w Londynie… i idę sobie niczego się nie spodziewając, a tu nagle kosz na śmieci… ten idealny, ten, co go na internecie widzialam i mnie zachwycił… No to go obejrzałam. Jak to się często zdarza, w realu (w rzeczywistości, nie w markecie… choć chyba marketów już nie ma…) był jeszcze piękniejszy… I miał też cenę… Taką samą jak nie w realu (w internecie znaczy się, nie w markecie). Niestety cena już mnie nie zachwyciła…

DSC_2374

I minęło półtora roku od tamtej pamiętnej wizyty w sklepie koło Harrodsa… I nadeszła rocznica ślubu… Dziesiąta. Ważna podobno. A skoro ważna, to może coś sobie kupimy. Ale co? Ty, patrz, promocja jest na kosz na śmieci. I wysyłka gratis. I jeszcze 10 procent taniej na pierwszy zakup. Dziesiąta rocznica ślubu, dziesięć procent taniej – coincidence? I don’t think so… 😉

No i tak normalnie kupiliśmy sobie kosz na śmieci na dziesiątą rocznicę ślubu. No może nie do końca normalnie, bo w euro płaciliśmy i z Londynu nam go przysłali. I jeszcze worki potem dosłali po dwie paczki gratis. I filtry. Ach, ile radości może człowiekowi śmietnik sprawić 😉

 

A czemu ten kosz jest taki niezwykły? A no temu, że jest jeden. Wprawdzie pod zlewem się nie zmieści, ale stoi sobie w rogu kuchni, który i tak nie był zagospodarowany, i ładnie wygląda. Ale przede wszystkim jest praktyczny. I to jest też związane ze sposobem segregowania śmieci. Bo niezwykły kosz nasz ma osobny pojemnik zamykany na odpady organiczne – czyli mokre po naszemu. Ma dużą komorę na inne śmieci – u nas suche. A na dole ma pojemnik, który można podzielić na dwa i używać albo jako schowka albo jako kosza na szkło i makulaturę – u nas gazetki z marketów i ulotki, których codziennie w skrzynce znajdujemy ilości przerażające. Dodatkowo w pokrywie kosza znajduje się wymienny filtr węglowy, który czasem bardziej czasem mniej skutecznie pochłania nieprzyjemne zapachy.

DSC_2381

Kupiliśmy sobie kosz na śmieci na dziesiątą rocznicę ślubu. I zadowoleni jesteśmy z niego bardzo. Na piątą rocznicę kupiliśmy sobie grill elektryczny. Na dziesiątą kosz. Do piętnastej jeszcze trochę czasu nam zostało. Ale poprzeczkę postawiliśmy sobie dość wysoko… 😉

Reklamy