Internet bardzo mnie lubi. I najwyraźniej całkiem dobrze mnie zna. Bo ciągle pokazuje mi fajne rzeczy, które na pewno by nam się przydały, bo albo ładnie by w kuchni lub dziecięcym pokoju wyglądały, albo na sto procent ułatwiłyby nam życie. Oczywiście czasem rzeczywistość okazuje się inna, ale tym razem…

Kilka tygodni temu mój przyjaciel internet wyświetlił mi filmik o Saddlebaby. Słowo daję sam wyświetlił! I zakochałam się od pierwszego obejrzenia…

DSC_2452

Saddlebaby to nosidełka dla dzieci powyżej drugiego roku życia – a więc idealne dla Maleńtasa. Starsze dzieci najczęściej nosi się „na barana” (piggyback riding). Nosidła Saddlebaby nam w tym pomagają – zapewniają stabilność, wolne ręce oraz odciążenie kręgosłupa. Ale od początku…

Wcale nie miałam zamiaru Saddlebaby kupować. Świadomie przynajmniej. Bo zanim pokazałam filmik mężowi sprawdziłam, czy w ogóle to cudo można w Polsce dostać. I okazało się, że można. Podświadomość tu zadziałała… albo kobieca intuicja – jakoś wiedziałam, że gdy mąż mój film zobaczy, podzieli mój zachwyt. I podzielił. Wręcz poszedł dalej, bo ja na filmie i sklepie online skończyłam. Mąż mój zrobił w ciągu kilku minut szeroko zakrojony research, sprawdził stronę producenta, odkrył trzy rodzaje nosideł, obejrzał filmy z każdym z nich i nakręcił się na wersję nosidła z plecakiem. No i po kilku dniach nosidełko Saddlebaby Pack znalazło się u nas…

Pomysł fantastyczny – sadzasz dziecko „na barana” na siodełku piankowym przypiętym do plecaka. Ręce masz wolne, a równocześnie do plecaka możesz włożyć potrzebne na spacerze rzeczy, portfel i telefon. W teorii wszystko brzmi świetnie, na filmach całość wygląda idealnie, niestety w praktyce napotykamy na kilka problemów.

Po pierwsze, długość plecaka nie jest dla kobiety. Jak się okazało dla całkiem wysokiego mężczyzny też nie. Plecak po zapięciu wszystkich zabezpieczeń zwija się na plecach. Być może dla koszykarza NBA byłby idealny…

DSC_2413

Po drugie, ze względu na zwijanie się plecaka na plecach, tracimy stabilność siedziska, które zaczyna nam się przesuwać, a dziecko ześlizguje się i „leci” do tyłu. A nóżki cały czas ma sztywno przypięte… (ze względów bezpieczeństwa dziecka, nie sadzaliśmy synka ponownie do zrobienia zdjęć)

Po trzecie, wykonanie. Po dwukrotnym przypięciu i odpięciu siedziska do plecaka, rzep na piankowym siedzisku odkleił się.

DSC_2412

Cała historia ma jednak szczęśliwe zakończenie. Sprzedawca allegro, od którego Saddlebaby Pack kupiliśmy, siedzibę firmy ma w sąsiednim mieście, tak więc ze zwrotem nie było najmniejszych problemów. Co więcej, poprosiliśmy o sprowadzenie tego pierwotnie znalezionego online produktu, Saddlebaby Original, abyśmy mogli na miejscu wypróbować i zdecydować, czy problem jest z całą ideą Saddlebaby czy tylko z wersją z plecakiem.

Jak się okazało, samo wykonanie wydaje się być dużo lepsze. Żadnych rzepów przy siedzisku nie ma, a jedyne rzepy jakie są, służą do przypięcia nóżek dziecka. Ale tu, oprócz rzepów, mamy też klamry zapinające, tak więc zabezpieczenie jest właściwe. Cały pas, który należy zapiąć na klatce piersiowej rodzica, jest wykonany bardzo porządnie. Jest sztywny i mocny. Ma możliwość regulacji w kilku miejscach, dzięki czemu możemy nawet dopasować rozstaw nóżek dziecka.

DSC_2435

Wśród opinii, jakie znaleźć możecie online pojawia się zarzut, że uchwyty na nóżki są za nisko, bo dzieci nie mają takich długich nóg. Ja powiem tylko tyle – według producenta nosidło jest dla dzieci powyżej drugiego roku życia, tu na zdjęciach widzicie chłopca, który dwóch lat jeszcze nie ma, a wzrostem z siatek centylowych nam nie wyskakuje. I wszystko jest ok.

Do plusów zdecydowanie musimy zaliczyć wygodę – zarówno dziecka, które odważnie i bez trzymanki siedzi na ojcu, jak i rodzica, który ręce ma wolne, a i nie musi tak przechylać się do przodu jak niosąc szkraba tradycyjnie „na barana”. Zabezpieczenia na moje oko są wystarczające – mój synek to taki mały daredevil, wyginał się i przechylał, odwracał i machał rączkami cały czas stabilnie i bezpiecznie siedząc.

Minusy to przede wszystkim cena. Ale mając dziecko, które uwielbia być noszone i będzie podróżowało w ten sposób przez kilka lat, naprawdę warto kupić Saddlebaby. Nie wiemy jeszcze jaki stosunek do chodzenia będzie miał Maleńtas, ale jeśli choć trochę podobny jest w tym względzie do brata, to spokojnie do piątego roku życia nasze kręgosłupy nie odpoczną. Saddlebaby zdecydowanie stworzone zostało z myślą o mężczyznach – pas opinający klatkę piersiową dla kobiety jest naprawdę niewygodny. I używając Saddlebaby musimy liczyć się z tym, że plecaka na plecy już nie założymy. Ale skoro mama będzie miała ręce wolne, gdy pociecha u taty „na barana”, to przecież tragarzem może raz na jakiś czas zostać.

DSC_2434

Podsumowując, jeśli podejmujecie się zakupu Saddlebaby zdecydowanie polecam wersję Original – lepiej wykonana, sztywniejsza, bardziej stabilna. Kupcie też w sklepie polskim – u nas gwarancja dwuletnia, a producent na swojej stronie proponuje gwarancję jedynie na rok. Na razie są to nasze pierwsze wycieczki z Saddlebaby i jesteśmy (tzn. moje chłopaki są) bardzo zadowoleni. Czas pokaże, co będzie dalej…

Reklamy