Rok 2008. Ptyś ma niecałe szesnaście miesięcy. Nasze pierwsze wakacje odkąd się urodził. Oczywiście Londyn.

Rok 2015. Maleńtas ma trzynaście miesięcy. Ptyś ma ich dużo więcej. Jemu już się wiek w latach liczy, a tych skończył całe osiem. Nasze pierwsze wspólne wakacje odkąd urodził się Maleńtas. Oczywiście Londyn.

To jest takie uzależnienie. Jeśli zbyt dużo czasu mija pomiędzy naszymi wizytami w Londynie, to coś niedobrego się z nami dzieje. Tęsknota ogromna. Westchnienia na widok Tower Bridge w telewizji. A niech nie daj Boże Londyn pojawi się na jakimś filmie, który z uczniami w szkole oglądam…

DSC_7049

Oczywistym więc wydało nam się, że pierwsze w życiu wakacje obaj nasi synowie powinni spędzić w tym najcudowniejszym mieście na świecie. Ba, we wszechświecie nawet…

I wszystko szło pięknie. Plany jakie mieliśmy… no dopracowane wszystko do perfekcji – jak pieluchami poowijać słoiczki z jedzeniem, ile mleka w proszku wziąć i ile kaszek, jak rozplanować dzień, żeby z drzemką nie nic nie kolidowało, gdzie chłopców zabrać, gdzie robić przystanki na zmianę pieluch – czyli gdzie są darmowe, ale czyste toalety… Całkowicie przygotowani i pewni siebie ruszyliśmy w drogę. A na lotnisku totalna panika… Co my najlepszego robimy? Gdzie się pchamy z takim małym dzieckiem? Czy on w samolocie zje kaszkę? Czy dadzą nam wodę na pokładzie, bo ten głupi celnik nie pozwolił wody w termosie wziąć? A jak my go przewiniemy w tej miniaturowej toalecie w samolocie? A co jeśli cały lot będzie płakał? A co jeśli nie zaśnie? Przecież go o 4ej obudziliśmy? A co jeśli zaśnie i cały lot prześpi? Co wtedy ze śniadaniem? I co z drzemką? Oj, w panikowaniu to sama muszę przyznać, że jestem mistrzem…

Samolot zrobił furorę. Ptyś w 2008 roku ani myślał spać. Biegał po samolocie, zaczepiał ludzi, pana na siedzeniu przed nami klepał po głowie… A stewardesy słowem się nie odezwały. Ani wtedy, gdy wydawał dość głośne okrzyki zachwytu, ani nawet, gdy im między nogami biegał. Nie jestem pewna, czy po prostu tak odporne były, czy obawiały się, że jeśli zwrócą uwagę, że powinien siedzieć, to same będą musiały go posadzić i w miejscu utrzymać. Jednym słowem Ptyś w samolocie łobuzował. Maleńtas za to 7 lat później zupełnie inaczej do sprawy podszedł. Siedział grzecznie, to u mamy, to u taty, to brata przygniatał. Cichutki był, spokojny, tylko taką ma tendencję, że jak jest bardzo zmęczony i nie może zasnąć to płacze. Understatement. Drze się w niebogłosy. Lot trwał dwie godziny z haczykiem, a jak się już udało go uśpić, to trzeba było wysiadać…

No i w końcu dotarliśmy do Londynu… Tyle zabawy, tyle atrakcji, tyle rzeczy do zwiedzenia… Tylko dzieciom to średnio odpowiadało… Ptyś w wózku dostawał w furii. Jak to on ma siedzieć cały czas, skoro już umie chodzić??? No ale jak tu puścić kilkunastomiesięczne dziecko na spacer od Parlamentu do Tower? Po 100 metrach padnie… Na niego mieliśmy sposób zgoła niezdrowy, niewychowawczy i pewnie nieetyczny. Pringlesy. Ewentualnie ciasteczka shortbread z Tesco. Dać chruptasia? Ale musisz usiąść ładnie w wózeczku. I siadał.

Pamiętając to doświadczenie, pierwsze zakupy po przylocie w 2015 roku to woda mineralna i Pringlesy. A tu niespodzianka – Maleńtas nie miał absolutnie nic przeciwko przesiadywaniu w wózku – pół godziny, dwie godziny, nie robiło mu to żadnej różnicy… Więc Pringlesy wcinał, tak jak 7 lat wcześniej, Ptyś. Ale już nie w wózku. Takich dużych nie robią. Chodzić musiał. I jęczał, że musi chodzić, a Maleńtas nie… Jak to się dzieci zmieniają…

_DSC9056

DSC_6625

Londyn dla dorosłych to zupełnie inny Londyn, niż ten dla dzieci. Z maluchami dużo czasu spędzaliśmy w parkach, których w Londynie od groma, na placach zabaw, szukając wiewiórek, goniąc gołębie na Trafalgar Square czy strasząc kaczki i łabędzie… Więcej razy też z dziećmi lądowaliśmy w McDonald’s. Nauczyliśmy się, gdzie są toalety z miejscem dla matek z dziećmi. Dowiedzieliśmy się, które muzea, sklepy i stacje metra są przyjazne dla wózków. Nauczyliśmy się, że nasze maleństwa boją się prysznica i oba trzeba było kąpać w umywalce… Wiecie, w takiej typowo brytyjskiej, gdzie ciepła woda leci po jednej stronie umywalki, a zimna po drugiej. Tylko, że ciepła woda to wrzątek, a zimna jest lodowata… Odkryliśmy Londyn z innej perspektywy.

DSC_5831

A teraz czekamy, aż najmłodsze podrośnie, abyśmy mogli pokazać mu ten nasz Londyn, bez wózka, bez pieluch, bez drzemek i placów zabaw. Nasz Londyn…

 

Reklamy