Lata temu, przy zakupie wózka spacerówki dla pierworodnego do wózka dołączona była torba, a w niej podróżny przewijak i pudełeczko na mokre chusteczki. Przynajmniej tak mi się zdawało, że ono właśnie na chusteczki jest. W sumie to pewności nie mam, nie było nigdzie napisane, instrukcja obsługi wózka też o żadnym pudełeczku nie mówiła. Może to było pudełeczko widmo – nikt o nim nic nie wiedział, ale w torbie było, więc je przygarnęłam i na mokre chusteczki przeznaczyłam. Było płaskie i malutkie, w podróży idealnie się sprawdzało. No i najważniejsze – chusteczki  w nim nie wysychały.

Wózek kupowaliśmy z myślą o pierwszym dłuższym wyjeździe z prawie szesnastomiesięcznym dzieckiem do Londynu. Pierwsze wakacje odkąd Ptyś pojawił się na świecie. Kupiliśmy wypasioną jak na tamte czasy spacerówkę i pojechaliśmy. Pudełeczko pojechało razem z nami i tak sobie z nami jeździło na wycieczki wszystkie, i te dłuższe, i te krótsze. Do czasu…

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Minęło trochę czasu, wiele było wycieczek, ale los tak chciał (to znaczy my, bo uzależnieni jesteśmy), że kolejny raz spędzaliśmy wakacje w Londynie. Pewnego dnia poszłam z synkiem do muzeum transportu (London Transport Museum) na Covent Garden. Pociągi, autobusy, taksówki, metro… Raj, normalnie raj. I dla dziecka, i dla dorosłego. Wszystkiego można dotknąć, wszędzie można wejść… No i toalety też są, jeśli ktoś potrzebuje. My potrzebowaliśmy. Choć właściwie, to chyba była bardziej moja potrzeba niż Ptysia. On sobie poradził konkursowo bez toalety i narobił w pieluchę. A mnie po prostu zapach przeszkadzał, więc do tej toalety jednak poszliśmy. I wtedy ostatni raz widzieliśmy nasze cudowne pudełeczko na mokre chusteczki… Być może jest w tym nawet coś poetyckiego – pudełeczko rozpoczęło swoją przygodę  z nami w Londynie, i tam też jakiś czas później dokonało swego żywota… Poetyckie to czy nie, efekt taki, że musieliśmy sobie od tamtego czasu radzić bez pudełeczka na mokre chusteczki. Ptyś był już dość spory i pieluch  używał sporadycznie, a więc i mokre chusteczki najbardziej przydatne były wtedy, gdy się najzwyczajniej w świecie czymś na dworze upaprał.

I tak kontynuowaliśmy naszą egzystencję bez pudełeczka na mokre chusteczki do czasu, gdy na świecie pojawił się Maleńtas. No bo jak tu wyjść z domu bez chusteczek mokrych ładnie włożonych do estetycznego pudełeczka jak się ma maleńkie dziecko???

I zaczął się research. Nie trwał tak długo, jak researche mojego szanownego małżonka. Dość szybko znalazłam to, czego szukałam, bo okazało się, że wyboru za dużego nie ma. Padło na Skip Hop, bo firmę już znałam i  zadowolona z niej byłam bardzo. Pudełeczko przyszło, chusteczki do niego zapakowałam i w drogę…

DSC_2399

Przez ponad rok używałam i jakoś to było. Ale niestety to nie było to samo, co tamto pamiętne pudełeczko w Londynie na zawsze zgubione… Tutaj niestety problem ze szczelnością zauważalny – chusteczki po kilku dniach były po prostu suche. No i zamykanie – tragedia. Wkładam do torby – kółeczko zamykające przesuwa się i pudełko otwarte. No to pilnuję, jak wkładam. Wyciągam z torby, a tu znów otwarte. A wiem, że jak je chowałam, to upewniałam się, że jest zamknięte. Ale w międzyczasie trzeba było deserek wyjąć. Maleńtas zabawek poszukiwał. W aucie na wertepach torba latała, bo przecież specjalnego fotelika do bagażnika na torbę nie wynaleźli. I masz ci babo suche ‚mokre’ chusteczki…

Dalszy ciąg jak z filmu… Nagle, kilka tygodni temu, zauważyłam gdzieś online, że Skip Hop nowe pudełeczko ma. Inne, ładne też, ale zupełnie odmienny mechanizm zamykania. I jakaś gumka uszczelniająca. I jakieś coś w środku, co podnosi chusteczki po otwarciu pudełka i łatwiej się je wyciąga. No bomba. Zamawiamy.

DSC_2403

Na drugi dzień było już u nas. Rewelacja. Równie małe i płaskie, jak te poprzednie. Z tasiemką do przypięcia do wózka czy torby. I najważniejsze – mokre chusteczki znów są mokre, nawet po dwóch tygodniach.

Ale historii to jeszcze nie koniec. Skąd ja wiem, że długo mokre zostają? Bo sprawdziłam. Ale nie tak od razu. Bo okazuje się, że los postanowił spłatać mi figla i przypomnieć historię londyńską oryginalnego – pierwotnego – pudełeczka…

Tym razem to nie był Londyn, wycieczka krótka była, ale była też toaleta, była zmiana pieluchy… i trzy dni później okazało się, że z tej toalety wprawdzie wzięliśmy dziecko, kremik, przewijak i torbę, ale pudełeczka na chusteczki już nie…

Oj była rozpacz… I szybkie zamówienie na allegro… Kolejnego dnia nowe pudełeczko doręczył do rąk własnych przemiły pan z dpd. Szkoda tylko, że dwukrotnie musiałam za nie zapłacić… Ale niech mi internet świadkiem będzie, tego już nigdy przenigdy nie zgubię!

 

Reklamy