Świeżutcy rodzice zawsze martwią się, czy będą w stanie rozpoznać potrzeby swego nowonarodzonego dziecka. Bo przecież nawet noworodek na swój sposób komunikuje się z otaczającym go światem. Zanim nastanie etap gugu gaga, nieskończenie długo, z punktu widzenia rodzica, trwa okres komunikacji przez płacz.
DSC_2723

Upraszczając bardzo, płaczem dziecko oznajmia nam, że jest głodne, jest zmęczone lub ma mokro. Faktycznych powodów płaczu jednak jest milion. Bo babcia ma za mocne perfumy. Bo dziadek trzyma w pozycji horyzontalnej, a dzidziuś chce wertykalnie. Bo ciocia ma jaskrawą bluzkę. Bo wujek tak strasznie krzyczy. Bo za dużo bodźców. Bo za mało bodźców. Bo za ciepło. Bo za zimno. Bo mama gdzieś zniknęła. O tu jest… i po płaczu…

_DSC1587

No właśnie, w tym początkowym okresie wystarczy, że mama weźmie na ręce i cały świat nabiera sensu. Gdy dziecko starsze, niestety już nie jest tak łatwo. I nie mówię tu o wieku gimnazjalnym, o buncie nastolatka… Ten etap jeszcze przede mną i aż włos mi się na głowie jeży na samą myśl… brr…

Ja mówię o dwulatku, który strasznie mocno chce powiedzieć wszystko, zakomunikować nam, co widzi i co się dzieje, nawiązać kontakt werbalny… A my na niego jak na ufo patrzymy… bo co on do licha mówi?

Repertuar pierworodnego zawierał wszelkiego rodzaju perełki. Bambun to był autobus. Chrumka to chmurka oczywiście. Mygła lub gma to mgła była. Kwaczka to kaczka, bo kwa kwa robiła. Pom to mop. Mama boiła pająka. A skąd nie wiesz? Nadal nie wiem, jak odpowiedzieć na tak postawione pytanie…
Ale po dziś dzień nie wiemy, co to są kołpieduchy. Za nic w świecie mając dwa latka nie umiał nam pokazać ani wytłumaczyć. Albo to my byliśmy tak ograniczeni, że nie potrafiliśmy zrozumieć…

_DSC0969

Obecnie na nowo uczymy się języka, bo niestety każdy dwulatek ma swój unikatowy słownik, którym się z innymi, czy to dziećmi czy rodzicami, dzielił nie będzie. Z reguły wcale nie jest trudno. Patrząc tam, gdzie patrzy Maleńtas możemy dojść do tego, o co mu chodzi. I tak autobus to otopin, ciężarówka to cielopin, tramwaj to taman, pociąg to pociom, traktor to kakol. Chłopak typowy, tylko go pojazdy interesują. Ale zdarzają się też trudniejsze momenty, kiedy to Maleńtas coś tam do nas mówi, a nasze metody radzenia sobie z niezrozumieniem nie działają. Bo pierwsze, co robię, gdy usłyszę jakieś nowe słowo w Maleńtasowym języku, to pytam: A gdzie? Pokażesz mamusi? A on wtedy rozkłada ręce i z rozbrajającą szczerością mówi: Nia ma. No a skoro „nia ma”, to jak ma pokazać mamusi??? Co ciekawe, samo „nie” mówi, a raczej wykrzykuje, perfekcyjnie…

DSC_2317

Ale to, co sam mówi, to jedno. Czego inni oczekują, że powie, to co innego. I tak obserwujemy jak babcie, dziadkowie, ciocie i wujkowie próbują przekonać Maleńtasa, że mając niespełna dwa latka powinien już perfekcyjnie mówić hipopotam i żyrafa. Maleńtas jednak ma do tego zupełnie inny stosunek, mówi „nie”, odwraca się i odchodzi…

 

Jednak czasem, przyznaję bez bicia, sama też próbuję go czegoś nauczyć. Takie skrzywienie zawodowe. Ja do niego po polsku, on do mnie po Maleńtasowemu. Ja znów po polsku, on znów po swojemu… Jak Joey z kultowych Przyjaciół, gdy mu się wydawało, że po francusku mówi… Ja mówię SA-MO-LOT, a mały mi na to perfekcyjnie sylabizuje GO-BA-LA… A najgorsze jest to, że jemu się naprawdę wydaje, że mówi to, co ja… patrzy w niebo i mówi „gobala… nia ma…” i rozkłada ręce…

Reklamy