Pierwszą lekcję z nowym uczniem zawsze zaczynam tym samym zwrotem. Tell me something about yourself. Niby proste pytanie… niby… bo o czym tu mówić? Ile mam lat? Czym się zajmuję? Skąd pochodzę? Co robię w wolnym czasie? W co wierzę? O czym marzę? Czego żałuję? Co mnie denerwuje? Co mnie uszczęśliwia? Tyle rzeczy kryje się w niewinnym poleceniu. Tell me something about yourself. Anything you want. Anything…

Jestem mamą. To pierwsza rzecz, która przychodzi mi na myśl, gdy poprosiwszy ucznia o opowiedzenie mi o sobie patrzę na jego dyskomfort, zagubienie, czasem przerażenie. Bo co ma o sobie powiedzieć? Jaka jest poprawna odpowiedź?

Jestem mamą. To moja odpowiedź. Banalna. Symplistyczna (tak, jest takie słowo, sprawdziłam). Sprowadzająca całe moje życie do jednej roli. Prawdziwa. Błędna?

DSC_2471

Ktoś mi kiedyś powiedział, że z psychologicznego punktu widzenia kobieta po pierwsze jest żoną i partnerką. To wobec męża ma obowiązki. To mąż jest najważniejszy, bo jest jej partnerem. Kobieta przede wszystkim jest żoną. Potem długo długo nic. I dopiero jest matką. A w tej przestrzeni pomiędzy byciem żoną i matką jest służącą, kucharką, kelnerką i zmywarką, praczką, sprzątaczką, gospodynią domową, kamerdynerem, pielęgniarką i lekarzem, krawcową, przyjaciółką i kochanką. To już sobie sama dopowiedziałam. Psycholog amator skupił się na dwóch rolach kobiety: tej rzekomo ważniejszej i permanentnej – żona, i tej mniej istotnej i tymczasowej – matka. Łatwo się domyślić, jaka była płeć osobnika wygłaszającego te rzekomo psychologiczne teorie. Równie łatwo domyślić się, jaka była reakcja słuchającej…

DSC_2341

 

Jestem mamą. Od niespełna dekady jest to moja najważniejsza rola. Od prawie dziesięciu lat na wszystko, co robię patrzę przez pryzmat początkowo mojego dziecka, obecnie moich dzieci. Wszystko, co robię podporządkowuję dzieciom – począwszy od tego, co ugotować na obiad, przez ustalanie godzin wizyt u lekarza, aby nie kolidowały z drzemkami, a skończywszy na tym, kiedy i na ile godzin tygodniowo po porodzie wrócić do pracy (celowo nie mówię o urlopie macierzyńskim, bo mając działalność gospodarczą takowy mi nie przysługiwał).

Jestem mamą. Na pełnym etacie. 24/7. Z wyboru, nie z musu. W domu i w pracy, na zakupach i u dentysty, w dzień i w nocy. Jestem mamą. I nie widzę w tym nic złego. Spełniam wszystkie role, jakie kobietom narzucono. Czasem lepiej, czasem gorzej. Jestem żoną, kucharką, kelnerką, sprzątaczką, praczką, służącą i kochanką. Ale przede wszystkim jestem mamą. I jestem z tego dumna. Definicją mojego ja jest bycie mamą. Często zmęczoną, niekiedy sfrustrowaną, czasem narzekającą na brak czasu, ale zawsze szczęśliwą. Mamą. I żadne psychologiczne bzdury nie przekonają mnie, że jest w tym coś złego.

DSC_2333

Jestem mamą – to jest moja supermoc…

DSC_2638

Reklamy